Efekt motyla?


Byłam dziś na Mszy Świętej. Sama.

Z racji na upał i ciepło panujące w kościele, czekałam do rozpoczęcia na zewnątrz, przed drzwiami.

W pewnym momencie usłyszałam szuranie. Powolne. Ciężkie. Zanim osoba szurająca znalazła się koło mnie, minęło ładnych kilka minut. Nic dziwnego – miała do pokonania 3 długie stopnie.

Minęła mnie i wtedy ją zobaczyłam. Pani w średnim wieku. W ciężkich, skórzanych, wyglądających staromodnie butach ortopedycznych na chudych nóżkach – bez grama tłuszczu czy mięśni. Wytrwale opierając się o kule, sunęła nogami aż do rzędu ławek. A mój kościół do najmniejszych nie należy.

W każdym jej ruchu był wysiłek całego ciała. Ogromna motywacja, ogromna mobilizacja. Długo trwał jeden najmniejszy rok. Patrząc na nią, sama nieświadomie zaczęłam napinać mięśnie, odczuwać jej zmęczenie i… Zaczęłam się niecierpliwić. Za wolno. Za ciężko. Dojdzie w ogóle? Jej krok to moje 10 kroków. Lub nawet więcej.

Patrzyłam tak na nią i myślałam, ile to razy zdążyłabym przeklnąć pod nosem, zanim doszłabym do tych ławek. Ba! Zanim weszłabym po tych trzech stopniach.

Ja to chyba bym się poddała minąwszy drzwi i powiedziała, że dalej nie idę.

Co ja mówię! Przecież ja bym z domu nie wyszła. Stwierdziłabym, że to za trudne i zbyt ciężkie, i nie mam sił (cierpliwości), by podjąć ten wysiłek.

A ona doszła do tego kościoła, weszła po tych schodach, przeżyła Mszę Świętą i ruszyła w drogę powrotną.

Mam przed oczami te jej ciężkie buty i chude nóżki. I wiem, że to nie przypadek, że ja pod tym kościołem dzisiaj o tej porze stałam. To nie przez przypadek, że ona przyszła po mnie i weszła akurat tym wejściem, w którym stałam. Mam przed oczami te jej ciężkie buty i chude nóżki. I wiem, że one są metaforą mojej wiary, mojej religijności. Sunę do Pana Boga na wątłych nogach, w ciężkich buciorach. Sunę (i w przeciwieństwie do tej pani) klnę, zatrzymuję się, poddaję się, zawracam. Jest mi cholernie ciężko. Chciałabym tak, jak ona – po prostu sunąć do celu, który jasno stoi przed jej i moimi oczami.

Msza się zaczęła. Weszłam i ja. A potem zaczęły się dziać cuda.

Ale o tym już innym razem…

P.S. A takie niebo dostałam w gratisie dzisiejszego wieczoru.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.