Off-grid

Marzyłam dziś o innym wieczorze, niż dotychczasowe – bez scrollowania Facebooka, bez switchowania Instagramowych kont, bez wymyślania, co by tu na Pinterest przejrzeć, bez gonienia za OLX-owymi rzeczami, których i tak nie kupię, bez mojej nowej aplikacji – totalnego quilt-pleasure.

Mogłabym wziąć długą kąpiel. Zostały mi jeszcze (prezent urodzinowy) kostki zapachowe do wody. Mogłabym zamknąć się ze świeczką i książką w łazience. Tak rzadko mam na to czas. Może i czas mam. Tak rzadko mam na to siłę. By uśpiwszy dziecko, wstać i położyć się na nowo, i nie zasnąć, i zrelaksować się (przecież te kafelki powinny być dawno umyte!; czy to, co czuję to rozlany wybielacz?; ciekawe, czy wanna znów przecieknie…) to niełatwe zadanie.

Wybrałam balkon. Taki… wiesz, Drogi Czytelniku, 1×1,6m, a może i 0,8×1,7m… Wybrałam balkon, który staram się przerobić na mój mały ogród, na skrawek wielkiego marzenia (o którym wspominałam Ci tu: klik). Wybrałam balkon, który dziś nareszcie rozbłysł upolowanymi i wyczekanymi latarenkami solarnymi. Wybrałam balkon, na którym nie zmieści się nawet krzesło, a o hamaku mogę zapomnieć. Zimny parapet, twarda ściana, brak miejsca nogi – to, co odczułam, wybierając balkon zamiast ciepłej kąpieli w dużej wannie.

Wybrałam balkon. Wybrałam orzeźwiające powietrze po parnym dniu. Wybrałam otwartą przestrzeń po dniu w czterech kątach mieszkania. Wybrałam widok gwiazd zamiast widoku liter, ekranu, ściany. Wybrałam moją małą namiastkę wolności.

Wybrałam balkon i odpoczęłam.

A Ty co wybierasz?

Odpoczywasz?

Wyłączasz się

z sieci?

Chcę

tak

częściej.

Reklamy