Katoliczka idealna

Na jednej z moich ulubionych fejsbukowych grup padło pytanie o wyobrażenie ideału katoliczki. Jakie ono jest? (To wyobrażenie.)

Otóż 5 dni nosiłam się z odpowiedzią, aż przyszedł taki moment… Noc. Magnificat w głośnikach. Ulubiony kubek z herbatą. I dużo bólu. Takiego bólu, który przynosi refleksję, przynosi owoce.

Przekierowałam swoje myśli na tory niedającego mi spokoju pytania. Jaka ona jest? Ta idealna katoliczka.

Otóż moim ideałem z pewnością nie jest Maryja. I pewnie jeszcze długo nie będzie. Ja z tych, co nie przepadają za jej pokornym i cichym „fiat”, za tysiącem różnorakich wezwań po ludzku i mocno okraszonych słodyczą. Ustalmy to sobie, Drogi Czytelniku. Ja doceniam rolę Maryi w historii Zbawienia. Wyznaję ją jako Matkę Zbawiciela, ale no… Nie podrodze mi z jej kultem. Z formami tego kultu. Dlatego m.in. Zofia na drugie imię ma „Maria”. Zadośćuczyniłam te braki w naszej relacji, jak umiałam.

Co cechuje katoliczkę w mojej opinii? Albo inaczej – wierzącą kobietę, kobietę bogobojną? Ano wszystko to, czego mi brak i za czym coraz częściej tęsknię lub gorzej – uświadamiam sobie. Jak tak czasem obserwuję, co poniektóre znane mi niewiasty, to widzę takie pojedyncze cechy, które zespolone w jednej osobie, dałyby mi obraz katoliczki idealnej.

Do takich cech należy m.in. zabieganie o to, by się Bogu podobać, a nie ludziom. I nie mam tu na myśli łażenia w worze pokutnym i skołtunionych włosach, ale po prostu – zlewce na to, co ludzie mogą szeptać za moimi plecami o zestawieniu adidasów z sukienką, jak bardzo rzuca się w oczy odrost mojego wąsika, albo to, że czasem mam dość i puszczę dziecku cały sezon „Tupcia Chrupcia” – ja matka z ideałami, ja instamatka, jak licencjonowany pedagog.

Do takich cech należy m.in. zabieganie o relację z Bogiem. Niekoniecznie przez odmawianie kolejnej już Pompejanki, codzienną Mszę Świętą czy regularną spowiedź. Chodzi mi po prostu o takie odcięcie się z dnia, zamknięcie w swoim pokoju, sama nie wiem – może po prostu siadanie z Pismem Świętym na łóżku, a może po prostu pogadankę na spacerze w lesie. Bez spiny, normalnie, bez chwalenia się na Instastories, bez hashtagu #wieczornarefleksja, ale w normalnym rytmie każdego dnia, jak normalne jest wypicie herbaty do śniadania czy umycie zębów przed pójściem spać.

Do takich cech należy m.in. promieniowanie Bożą łaską. I to chyba nie jest możliwe do osiągnięcia bez powyższych. Taka kobieta promieniować by miała w zależności od swojego temperamentu, usposobienia: łagodnością, entuzjazmem, głośnym śmiechem lub delikatnym uściskiem dłoni. By tam, gdzie pójdzie (zostanie posłana) ludzie chcieli z nią przebywać, czerpać od niej, doszukiwać się takiego stanu rzeczy i tym samym trafiać do Boga.

Ach! Zapomniałabym o najważniejszym… Przeżywanie „tu i teraz”. Męczeństwo obowiązków. Jest studentką – trudno – kuje, zdaje egzaminy, chodzi na najnudniejsze wykłady. Jest córką – trudno – wysłucha czasem o kilka słów za dużo, dalej wspiera, kocha. Jest żoną – trudno – odpuści odcinek serialu, by ugotować ten obiad na czas. Jest matką – trudno – powiesi to pranie, choć jest tyle innych fascynujących spraw do zrobienia. I ja nie mówię, że ma to czynić ochoczo, z modlitwą czy śpiewem na ustach, ale z prostym „poddaniem się”. Trudno. I z tego „poddania” może wypłynąć jakieś dobro. Nie musi. Może.

Jak sobie wizualizuję idealną katoliczkę, to jest to taka uśmiechnięta, modna, amerykańska hipsterka w kapeluszu z dyniową latte w ręku, instaxem w drugiej ręce, a może nawet leśno-górską dziarą na nadgarstku, która nie wstydzi się powiedzieć w towarzystwie: „Moim Panem jest Jezus!”.

A Ty, Droga Czytelniczko, jak widzisz katoliczkę idealną?

A Ty, Drogi Czytelniku?

 

P.S. Zdjęcie wyszukałam pod hasłem „free spirit”. Wolny duch. Wolny, bo zanurzony w Chrystusie.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Katoliczka idealna

  1. Nie wizualizuję idealnych w ogóle. Nie uznaję, że ideał jest nam potrzebny. Bóg nie chce, żebyśmy byli idealni. „Co najwyżej” doskonali, a to wielka różnica 😁 i dlatego nie ma jednego wzorca katoliczki, bo każda z nas do doskonałości dążyć ma w swoim stylu, w swoim tempie, może inspirować się innymi, ale nie być jak one. I odkrywania tego Bożego stylu nam życzę ❤

    Polubienie

    1. Ano właśnie nie staram się tu tworzyć ideału uniwersalnego, tylko przedstawiam swoją wizję, swój ogląd to, do czego chciałabym dążyć 🙂 Bóg jest największym ideał i to naśladowanie Chrystusa powinno nas do tego ideału zbliżyć. A jak Go naśladować? Ano przez to głupie pranie czy obiad na przykład. Ściągam ideał na ziemię przyziemną 😀 Po mojemu.

      Polubienie

  2. Oj tam… Nie widzę sensu tak postawionego pytania, podobnie jak „idealna” matka, „idealne” małżeństwo. Mogę sobie zobaczyć w wyobrazni te ideały, ale po co się frustrowac 😉 nic nie wnosi do mojego życia poza pogłębieniem dysonansu…

    Polubienie

    1. Ja jednak uważam, że spojrzenie na ideał jest po to, by do niego dążyć, a nie po to by się frustrować. Jak sobie założę ideał matki to nie po to, by sobie dokopac, ale po to, by uświadomić sobie aspekty, w których muszę się poprawić, które muszę utrzymać i te, z których mogę być dumna 🙂

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s