Wieczorna zaduma

Całkowicie nowa sytuacja dla mnie. Oto siedzę sama w kościelnej ławce. Sama, choć otoczona obcymi ludźmi. Nie ma przy mnie, ani mojego męża, ani córki, ani mamy. Ot, jestem sama w kościele w centrum miasta. Jest Środa Popielcowa. Słabo mi idzie słuchanie kazania, bo przez moją głowę przelatuje fala wspomnień z wolontariatu z Niemiec. Tam też byłam sama.

Jednak to nie wspomnienie samego wolontariatu atakuje moje myśli, ale scenariusza wieczornej zadumy organizowanej dla moich wychowanków tam. Otóż, ten scenariusz przejęłam od lokalnych pedagogów i bardzo szybko zaczęłam z niego korzystać na prowadzonych przeze mnie wieczorach. A wyglądało to tak…

Młodzież gromadziła się w okręgu. Na środku miałam ustawioną misę zakrytą materiałem, a wokół niej ustawione cztery zapalone świece. W pomieszczeniu panował totalny mrok. Jedynym źródłem światła były właśnie zapalone świece. Dopiero kiedy zapadała idealna cisza, zaczynałam mówić ja:

„Widzicie przed sobą cztery zapalone świece. Każda z nich ma jakieś znaczenie, jest czegoś symbolem. Te wszystkie świece to także jeden duży symbol. Symbol Waszego życia. Poszczególne świece przedstawiają poszczególne aspekty Waszego życia. Pierwsza symbolizuje rodzinę, Waszych bliskich, Wasz dom. Druga symbolizuje przyjaciół, Wasze otoczenie, osoby Wam życzliwe. Trzecia symbolizuje Wasze zdrowie, Waszą kondycję. Czwarta symbolizuje to wszystko czym się interesujecie, Wasze pasje, Wasze marzenia, Wasze cele.”

Po czym gasiłam pierwszą świeczkę:

„Co się stanie, gdy utracicie najbliższe osoby? Gdy być może stracicie Wasz dom? To, co jest Waszym schronieniem, Waszą ostoją?”

Następnie gasiłam drugą świeczkę:

„A co, gdy odwrócą się od Was przyjaciele? Gdy nikt nie będzie Wam życzliwy? A co, jeśli zostaniecie zdani sami na siebie?”

Zgasiłam trzecią świeczkę:
„A jeśli zapadniecie na zdrowiu? Wydarzy się wypadek? Stracicie sprawność fizyczną? Będziecie w słabej kondycji?”

Zanim zgasiłam czwartą świeczkę, zanim zapadł całkowity mrok zaczynałam pytać:

„A co, jeśli nie będziecie mogli realizować swoich marzeń? Wydarzy się coś, przez co przestaniecie kontynuować Wasze pasje, hobby? Malowanie? Piłkę nożną? Grę na instrumencie? A co, jeśli Wasze cele będą musiały zostać zupełnie zmienione wbrew Waszej woli i pragnieniom?”

Zapadała całkowita ciemność. Nie było światła ani zza okien, ani prześwitu pod drzwiami.

„Jest jednak coś ponad tym wszystkim. Coś, co jest, co trwa, nawet, gdy wszystko inne się kończy, odchodzi, przemija…”

Ściągałam materiał z miski, zapalałam zapałkę:

„Jest siła ponad tym wszystkim.”

Podpalałam ciecz w misce, która wręcz wybuchała w górę i całe naczynie było wypełnione skaczącym ogniem:

„To Bóg”.

Robiłam wymowną pauzę.

„To Bóg jest przy Tobie wtedy, gdy tracisz dom, umierają bliscy. To Bóg jest przy Tobie, gdy odwracają się od Ciebie znajomi, nie chcą Cię znać, jesteś samotny. To Bóg Ci pomaga i się Tobą opiekuje, gdy tracisz zdrowie, słabniesz. To wreszcie Bóg otwiera przed Tobą nowe drogi i możliwości do realizacji siebie,  snucia marzeń, wyznaczania nowych celów, gdy poprzednie legły w gruzach”.

Zapalałam zapałkę od płomienia i po kolei odpalałam świece:

„To on daje Ci dom. To on daje Ci przyjaciół. To on daje Ci zdrowie. To on daje Ci pasje. To On jest przy Tobie nawet, gdy tego wszystkiego zabraknie. To Jemu zaufaj.”

Możesz sobie wyobrazić, Drogi Czytelniku, jaki szloch wśród młodzieży zwłaszcza żeńskiej wywoływała ta wizualizacja. Możesz sobie wyobrazić, Drogi Czytelniku, jak lubiłam się wpatrywać w wyciszone twarze w blasku ognia. Zaduma, smutek, spokój – różne emocje malowały się w ich minach.

Siedząc samotnie w kościelnej ławce, wspomniawszy te symbole, zrozumiałam oczywistą oczywistość.

Nie mam czasu na modlitwę małżeńską? Nie mam sił na pracę zawodową po nocach? Nie domagam na zdrowiu?

Nie mogę obarczyć winą lekarza, systemu, córki czy męża. Nie mogę obarczyć winą nikogo. Nie powinnam się rozczulać i użalać nad sobą.

Owszem, jestem z tym sama. Tylko i wyłącznie sama. Ale sama w obliczu Bożego Majestatu. I to Jemu powinnam te sprawy powierzyć. Jemu zaufać.

Gdy myślę o tej relacji, mam przed oczyma ciemne, puste pomieszczenie. Jedynym rozświetlonym i widocznym elementem jest umieszczony na ścianie ogromny krzyż z realistyczną pasyjką. Pan Jezus ma spuszczoną głowę i wzrok. A przed Nim stoję ja. Stoję i milczę.

C.D.N.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s