Porażka?

Nie znam osoby, która lubiłaby przegrywać. Znam osoby, które potrafią przegrywać. Przyjąć porażkę na klatę i działać dalej. Ja nie. Piszę na świeżo, bo porażki mnie blokują. Powodują uczucie: „już nie spróbuję, bo mi się nie uda”, „nie potrafię”, „nie nadaję się”. Piszę na świeżo, bo słowa mają moc. Moc przekonania samej siebie, że coś ma sens. Głęboki sens.

Tydzień temu zapaliła się w mojej głowie lampka. Pojawił się projekt wyśniony, ciekawy i w założeniu możliwy do realizacji, choć wymagał on szybkiego tempa działania. Organizacja sesji stylizowanej w tydzień! Ja nie dam rady?

Jedne bartery wyszły, drugie nie. Jedne pomysły umarły, zrodziły się kolejne. Jedna prognoza pogody wskazywała słabe warunki, druga też, ale przecież nie może być AŻ tak źle. Zasypiałam z poczuciem dumy, że oto dnia jutrzejszego produkujemy mega sesję, mam nagranych ludzi, outfity, dekoracje, dodatki i to wszystko w tydzień!

Aż przyszedł poranek. Zaspałam. Aż dojechałam na miejsce. Zalane. Wiatr wieje. Szanse na uchwycenie piękna miejsca, piękna pary, detali – bardziej niż nikłe. Podobno orkan. A ja stoję w deszczu z fotografką, w aucie czeka makijażystka, modele. Mój mąż zakopał nasze auto w błocie. Przestaje wiać. I zaczyna ponownie ze zdwojoną siłą. 160 km przejechane na marne. Biedni luzie wyciągnięci z łóżek w niedzielę o szóstej rano. Akcja odwołana.

Mój mąż mawia: nie popełnia błędów ten, kto nic nie robi.

I choć nie powstało ani jedno zdjęcie. I choć nie mam namacalnych owoców organizacji tej sesji, to mam coś cenniejszego. Wielki szacunek do drugiego człowieka. Zachwyt nad otwartością, kontaktem i chęcią współpracy. Doceniam to o tyleż bardziej w obliczu tej katastrofy. Bo łatwo tak spojrzeć przez pryzmat: ja Ci sesję, Ty mi zdjęcia, ja Ci sesję, Ty mi… Myślenie w perspektywie „coś za coś” jest takie łatwe. A ja dziś spotkałam się z ogromną falą zrozumienia. Z ogromną falą współczucia. Poznałam się na ludziach. Na ludzkiej życzliwości.

Porażka przyniosła profit. Choć zaledwie mój osobisty.

Ale ten profit to przecież motor do dalszego działania, dalszej współpracy, dalszego poszukiwania tematów i ich realizacji.

Nie umiem ponosić porażek. Chcąc działać w ogóle, muszę jednak zaakceptować fakt, że takowe będą się pojawiać. Tym samym muszę i chcę uczyć się je przyjmować. A najbardziej chcę uczyć się wyciągać z nich lekcje i dopatrywać w nich chociażby krztyny dobra. I takiego podejścia życzę także Tobie, Drogi Czytelniku. Odwagi! Bo przecież, co nas nie zabije, to nas wzmocni.

 

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Porażka?

  1. Strasznie mi przykro, że sesja się nie udała! Cieszę się jednak, że spotkałaś się z wyrozumiałością, bo czasami takie otrzymane dobro jest lepsze niż najlepsze zdjęcia. 🙂 Trzymam kciuki by każda kolejna sesja i współpraca była możliwie jak najbardziej owocna i bezproblemowa ;P Ale widziałam, że dynia jest? Jest. 🙂 To może chociaż jakaś super zupa z tego będzie? Zupa z anegdotą.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s