„Aby nasze kroki skierować na drogę pokoju”

Swego czasu każdego roku w wakacje pakowałam duży plecak ze stelażem i wsiadałam najpierw w pociąg do Poznania, następnie do Krakowa. Z Krakowa bus zawoził mnie do Młynnego – wsi w Gorcach, do domu rodowitych górali, gdzie poddasze pełne było łóżek, a w garażu stał długi stół i ławki.

Poranek to filowanie na łazienkę (jedną dla wszystkich uczestników rekolekcji), bardzo zimny i bardzo szybki prysznic, a następnie zajęcie miejsca w garażu służącym za jadalnię, miejsce rekreacji, konferencji, modlitwy. Przez szeroko otwarte drzwi wpadało chłodne poranne powietrze. Orzeźwiające. Jak orzeźwiające było Słowo wypowiadane na chóry. Czasem akompaniowały nam krople deszczu. Ten cudowny zapach natury, który wdzierał się do pomieszczenia był zwielokrotnieniem tego, co można poczuć otworzywszy okno w bloku podczas ulewy.

Nie raz kaczory próbowały nas zagłuszyć swoim głośnym kwakaniem, a ile razy to zamuczała krowa w najbardziej nieodpowiednim momencie!

Bardzo lubiłam takie spokojne, ciche rozpoczęcie dnia.

Kiedy wczoraj usiadłam z mężem do jutrzni na dworze mżył deszcz. Przez uchylone okno wiatr gnał ten przyjemny świeży zapach. I zatęskniłam za Młynnym. Za tym czasem wakacyjnym spędzanym w Gorcach. Teraz jest inna rzeczywistość. Nowa.

Jutrznia teraz ma inny wymiar. Wymiar małej wspólnoty. Towarzyszy nam gaworzenie Zosi, próba wyciszenia na chwilę jej chęci zabawy. Czasem akompaniuje nam plusk wody w zmywarce, klakson samochodu na ulicy… Nie jest gorzej lub lepiej. Jest inaczej.

Ta inność wynika też z uczuć, które ta modlitwa rodzi. Tam, w Młynnem, w garażu naszych gospodarzy, czułam się częścią tej małej wspólnoty, czułam bliskość osób myślących podobnie do mnie, patrzących na świat bez pomijania jego duchowego wymiaru. Dziś modlitwa z Mężem to przede wszystkim dreszcz wzruszenia, gdy razem, jednym głosem odczytujemy hymn lub Pieśń Zachariasza. Jednym głosem – bez przekrzykiwania się, udowadniania swoich racji, bez stawiania się na wyższej pozycji, obarczania winą. Ton naszych głosów przypomina ten, kiedy mówimy sobie, że się kochamy. A wśród domowego, zawodowego, rodzicielskiego zabiegania często nie starcza nam na niego cierpliwości, czasu, chęci. Dziś modlitwa z Mężem to dreszcz fascynacji, gdy Słowo tak bardzo do nas mówi o tym, co nam aktualnie zajmuje głowy i serca, kiedy podpowiada nam, jak żyć, by być dla siebie lepszymi, by nasze pragnienia urzeczywistniły się. Dziś modlitwa z Mężem to zatrzymanie się w biegu dnia.

Wyjazd na rekolekcje był odcięciem się od Internetu, rodziców, spraw domowych – całkowitym wejściem w inną rzeczywistość. Teraz w tej codziennej rzeczywistości możemy wejść w ten wymiar skupienia, spotkania, za którym tęsknimy. I nie potrzebujemy oddzielnego miejsca, czasu, osób. Mamy tu i teraz.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s