Typ Niepokorny: Ojcostwo

Dziś mój syn ma urodziny*. Kolejny błogosławiony rok, kiedy jest On obecny w moim życiu. Nigdy nie spodziewałbym się, że pokocham kogoś tak bardzo, tak bezinteresownie. Ojcostwo to najwspanialsze co mnie w życiu spotkało.

Wiem… wiem, że to, co piszę to frazesy, które prawdopodobnie wypowiada każdy zauroczony w swoim dziecku rodzic. Ja również nie potrafię przejść obojętnie obok tematu mojego synka i na każdym kroku w moim życiu gadam o nim ile wlezie, więc nie ominie to i Was, Drodzy Czytelnicy. Odkąd skończyłem 20 rok życia i przeżyłem pierwszy poważniejszy związek – wiedziałem, że chciałbym kiedyś założyć rodzinę. Czułem się niesamowicie dobrze dzieląc z kimś życie i czułem, że bycie komuś mężem, tatą musi być niesamowite. Ale to wszystko było takie zupełnie teoretyczne i bardziej brzmiało jak zapowiedź ładnej bajki, niż miałoby być kiedykolwiek realnym życiem. Nie jestem typowym ojcem z co najmniej kilku względów. Po pierwsze: mam Rock&rollową duszę wiecznego buntownika i bardzo długi czas przed urodzeniem synka to muzyka była największą miłością mojego życia. Po drugie: nie mieszkam z moim synkiem, nie widuję go codziennie, ponieważ tuż przed planowanym ślubem z jego mamą wszystko się posypało i wizja pięknej bajeczki o rodzinie jak z obrazka poszła w zapomnienie. Czy to przeszkadza mi w byciu ukochanym tatą?

Oczywiście nie przeszkadza – choć osobiście czuję się z tym źle. Synek mieszka dość daleko i z racji tego widuję go dużo mniej niż bym chciał. Nie ma dnia bym za nim nie tęsknił. To moja mała codzienna Golgota, na którą każdego dnia muszę wnosić krzyż i czasem pod jego ciężarem upadam. Zazdroszczę ojcom, którzy wracają z pracy i codziennie mogą przytulać swoje dziecko które rzuca im się na szyję (ja też tak mam tylko w nieco większych odstępach czasowych niż jeden dzień). Czasem takie drobnostki są tak naturalne, że nie potrafimy ich doceniać mając je na co dzień. Ja nauczyłem się je doceniać bardzo szybko. Zawsze kiedy jestem u synka, pomimo ogromu radości jaki mam ze spotkania z nim –  wyjeżdżam od niego smutny, bo czuję, że tak nie powinno być. Myślę, że tęsknię za nim bardziej niż on za mną, bo dla niego taka sytuacja od urodzenia jest czymś normalnym i myśli, że tak musi być, a dla mnie każdorazowe rozstanie z synem jest rozdarciem serca. Ale dość smucenia… Teraz o wesołych stronach…

W życiu nie myślałem, że kiedykolwiek kogokolwiek tak pokocham jak mojego syna. Byłem wiele razy zakochany, bardzo kochałem jego mamę. Ale miłość ojcowska (albo rodzicielska) jest zupełnie inna. Jest czymś, czego nigdy wcześniej nie doświadczyłem, a pierwszy raz dotknęła mnie w momencie kiedy wkradłem się pomimo zakazu na oddział porodowy, gdzie był mój synek z mamą i zobaczyłem Go pierwszy raz. To było coś niesamowitego – jak uderzenie gromu z jasnego nieba. Całe moje życie w kilku sekundach uległo przewartościowaniu i zmieniły się wszystkie priorytety. Muzyka i „kariera”  w jednej chwili stały się najmniej ważną rzeczą w moim życiu.  Od tej chwili ważne było tylko to by wytrwać (bo jak się domyślacie relacje z jego mamą w tamtym czasie do najłatwiejszych nie należały), by być dla niego, by kochać. Dziś już praktycznie nie gram na scenie (nigdy nie zarabialiśmy na muzyce tyle, by z tego utrzymać rodziny), rzuciłem marzenia o byciu muzykiem. Dziś marzę, żeby być dobrym ojcem dla mojego syna. I nie było w moim życiu chwili bym żałował tego, że tak właśnie potoczyło się moje życie, bo jeden uśmiech mojego syna daje mi więcej radości niż wszystkie zagrane w moim życiu koncerty (a przez 15 lat grania na scenie trochę się ich uzbierało).

Synku, jeżeli jakimś cudem za kilka lat dotrzesz na OKIEM SARY to wiedz, że kocham Cię najmocniej na świecie. A OJCOSTWO jest najpiękniejszym co mnie w życiu spotkało.

Ps. Proszę nie oceniajcie mnie pochopnie w kwestii tego, że nie jestem w związku z mamą mojego syna. Uwierzcie mi, że zrobiłem wszystko (dosłownie wszystko), by być z nimi. Walczyłem o rodzinę, ale czasem życie daje nam sytuacje, na które zupełnie nie mamy wpływu. Zawsze myślałem, że chcieć to móc, ale właśnie to życiowe doświadczenie nauczyło mnie, że czasem możemy jedynie stać i patrzeć jak ziemia ucieka nam spod nóg. Wtedy pozostaje nam modlić się i kochać ponad wszystko.


Pomimo mojej popieprzonej sytuacji rodzinnej – mówię z pełną świadomością – RODZINA TO SKARB!!! Bądźcie mężami, żonami, rodzicami… dawajcie innym miłość… tego Wam życzę.

Typ Niepokorny

*Data publikacji nie pokrywa się z datą napisania tekstu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s