E-chrześcijanin: Typ Niepokorny

Raz, dwa, trzy… próba mikrofonu…
Witam wszystkich zebranych i czytających bloga „Okiem Sary”, którego dziwnym trafem stałem się częścią. Ale to, że tu jestem i że piszę strasznie mnie cieszy, bo w życiu przecież chodzi o to, żeby dawać siebie. Dziś więc dajmy trochę mnie – rozkładając na składniki pierwsze moją osobę…
Mam na imię… No właśnie… Co ja mam napisać Wam o sobie skoro z założenia chciałem pisać anonimowo. Bo, bycie anonimowym w sieci pozwala na pisanie z najgłębszych zakamarów serducha bez żadnego poczucia zażenowania czy wstydu. A jak kogoś niechcący kopniesz po kostkach swoim tekstem to też nie przyjdzie następnego dnia i nie zakołacze Ci do drzwi, by wybić uzębienie. Ale żeby projekt E-Chrześcijanin miał ręce i nogi, to załóżmy, że mam na imię Michał. Tak jak Michał Archanioł, bo lubię typa. To taka biblijna postać, która zawsze mi się wydawała prze-kozakiem. Trzymał w ryzach nawet samego Złego i potrafił mu wystosować lutę na jego szpetną gębę w obronie tych słabych… taaaak. Zdecydowanie mam na imię Michał. Mam ponad 30-lat i jestem kawalerem, chociaż nie jestem sam, bo wychowuję mojego wspaniałego synka, którego bardzo kocham. Tak się życie czasem układa, że spotykają nas sytuacje, na które nie mamy zupełnie żadnego wpływu i właśnie taka sytuacja sprawiła, że do dzisiejszego dnia nie jestem niczyim mężem. Zapytacie, czy mi to na rękę? Zdecydowanie nie – bo zawsze byłem bardzo rodzinną osobą i chciałem tworzyć z kimś tę podstawową komórkę społeczną. Ale Bóg jak widać chciał inaczej i póki co tworzę niezły duet z moim małoletnim synem. Lubię muzykę. Całe moje młodociane życie spędziłem na scenie, albo w jej okolicy. Zaczęło się od tego, że rodzice wysłali mnie do klasy o profilu artystycznym w podstawówce, gdzie regularnie dawaliśmy występy (głównie teatralne i muzyczne). Jednak największe pragnienie występowania dla ludzi przyszło w czasie liceum i od tamtego czasu z muzyką jestem na Ty. Czy jestem dobrym muzykiem?? Broń Boże 🙂 Co prawda zagrałem w sowim życiu kilkaset koncertów, osiągnąłem swoje małe sukcesy w tym, co robię, ale jest tylu wspaniałych muzyków, których znam – i tylu wspaniałych, których nie znam, że w życiu nie nazwałbym się w ogóle muzykiem. Raczej muzykantem… Ja nawet na nutach się nie znam… Ale wiecie co, to nie jest wcale takie ważne. Najważniejsze by robić coś z pasją i determinacją. Jeśli masz odrobinę talentu i cierpliwość to robiąc coś sumiennie przez długi czas nauczysz się techniki. Najważniejsze jednak by wkładać w to wszystko serce – wtedy jest to prawdziwe i ludzie to kochają. A jak kochają to wybaczą nawet drobne potknięcia i błędy (co nie znaczy, że należy w muzyce fałszować – co to to nie hehehe).

Jestem chrześcijaninem. Nieczęsto o tym mówię i nieczęsto to podkreślam. Zwyczajnie jestem nudnym, przeciętnym, wierzącym w Boga człowiekiem. Traktuję Boga zdecydowanie jak kumpla, z którym mogę pogadać o wszystkim. Takiego kumpla, który czasem wpada do Ciebie do domu codziennie, pijecie kawę i jest super, a czasem nie pojawia się tygodniami i zastanawiasz się czy to jeszcze na pewno przyjaźń. Nie ma w tej relacji wielkich fajerwerków i zachwytów. Nie było wielkich nawróceń i przemian z cholernie złego człowieka we wzór cnotliwości. Zwyczajnie jest relacja z Bogiem i brak ślepego zapatrzenia w Kościół. Widzę dobre i złe strony Kościoła i to co najbardziej mnie wkurza to ludzie, którzy nie widzą tego, że jakieś złe strony też są. Uważam, że tylko PRAWDA potrafi wyzwalać, a małżonkowie nigdy nie są idealni i całą sztuką w pokochaniu kogoś (w tym przypadku Kościoła) jest to by widzieć również te złe strony i nad nimi pracować – zmieniać je. Nie lubię zamiatania pod dywan negatywnych rzeczy w Kościele i strasznie nie lubię tego jak ludzie kłaniają się nisko księżom z samego faktu funkcji jaką pełnią. Znam wielu wspaniałych księży, do których mam wielki szacunek, ale znam równie wielu beznadziejnych. I zawsze to podkreślam, że my jako zwykli chrześcijanie jesteśmy taką samą częścią kościoła jak Ci księża. Mamy (a przynajmniej powinniśmy mieć) wpływ na to jak Kościół wygląda i jaki jest. Dlatego zamiatając zło pod dywan niczego w kościele nie naprawimy. Prawda – to jest klucz do tego, aby Kościół zmieniał się na lepsze. Wszak najgorsza prawda czasem bywa lepsza od najpiękniejszego kłamstwa. Znając złą prawdę możesz ją czasem jakoś zmienić, mieć wpływ na faktyczny stan rzeczy. Będąc jednak karmionym pięknymi bajkami nie zmienisz nic. Będziesz żyć w ułudzie szczęścia. Ja zdecydowanie wolę prawdę – chociaż ona niejednokrotnie zwyczajnie jest bolesna.

Myślę, że czasem ciężko mówić o Kościele jako jedności (choć powinien nią być), bo wtedy właśnie czasem pod przykrywką jednolitej struktury Kościoła zapominamy, że składa się on z różnych indywidualnych jednostek. Dlatego bardzo lubię słowa Ghandiego: „Bądź zmianą, którą chciałbyś ujrzeć w świecie”. Staram się być zmianą, którą chciałbym ujrzeć w Kościele i to jest właśnie droga wiary, którą sobie obrałem. Nie jestem ideałem. Jestem słabym człowiekiem, ale przynajmniej się staram żyć tak, by świat stawał się lepszy. Dlatego też często życzę ludziom miłego dnia, bo w tym zabieganym, smutnym świecie brakuje ludziom zwykłej życzliwości. Wam również życzę wszystkiego dobrego. Niech Bóg będzie z Wami.

***

teksty Typa Niepokornego: www.okiemsary.wordpress.com/category/typ-niepokorny

opis projektu: www.okiemsary.wordpress.com/2016/09/27/wylowione-z-sieci/

Advertisements

One thought on “E-chrześcijanin: Typ Niepokorny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s