E-chrześcijanin: Trójca do pary

Urodzeni w latach 90, kiedy największą radość dawały rzeczy proste, jak: świecące jojo, jajko niespodzianka, zwierzak-marionetka, bezkształtne Dunkin Shockys, wymiana karteczkami, opieka nad elektronicznym zwierzątkiem, kolorowe koraliki zakładane na szprychy od roweru, film wywołany z aparatu analogowego czy zabawki z Happy Meal. Ona i On. „Dotąd dwoje, lecz jeszcze nie jedno”.

Czegokolwiek byśmy o sobie nie powiedzieli, to czy to wystarczy, by opisać kim jesteśmy? Czy zainteresowania, obecne zajęcie lub praca są w stanie wyczerpać treść słowa ,,ona” i „on”’?Możemy powiedzieć, że jej ulubiony kolor to niebieski a jego czerwony; że ona nie wyobraża sobie poranka bez kawy a on bez herbaty; że ona dorabia na waciki (i ślub) ucząc chemii i biologii, w wolnym czasie eksperymentuje w kuchni z potrawami z różnych stron świata, amatorsko robi sesje zdjęciowe i zajmuje się ich obróbką, podczas gdy on interesuje się historią, polityką międzynarodową, podróżami i dobrymi piwami. Możemy, ale czyto wystarczy?
Co sprawia, że ona to ona, a on to on? To co umiemy, to co robimy, to z kim rozmawiamy? To, co mamy, co chcemy mieć, co nigdy nie będzie nam dane? Cały czas brakuje tu tego ,,czegoś”. Brakuje w tym wszystkim ducha. Bo to właśnie duch – nasze serce określa i determinuje kim jesteśmy. Serce w którym jest wielka dziura. Dziura, której nie możemy wypełnić sobą nawzajem, a którą może wypełnić tylko Bóg. Dlatego mówimy o sobie: TRÓJCA DO PARY. Bo jak pisał abp Sheen: „Żeby serce kochało, konieczna jest trójca – Kochający, kochany oraz Miłość sama.” Tak więc jesteśmy – Ona, On i Miłość sama. Nie liczymy się tylko dla siebie nawzajem, ale dla każdego z nas liczy się ten Trzeci, który związał nas od początku, gdy się poznaliśmy i odkrył siebie pomiędzy nami. I właśnie o tym piszemy na blogu – o naszym miłosnym trójkącie.

„I nie zostało mi nic oprócz Boga – to znaczy zostało wszystko jeśli wierzysz.”

Żyjemy w Polsce, w kraju, gdzie nominalnie większość obywateli to katolicy, w którym to (jak na skalę europejską) na niedzielną Mszę Św. przychodzi całkiem sporo wiernych, a Kościół zajmuje istotne miejsce w debacie publicznej. Jednocześnie jest to kraj, gdzie mówienie o swojej wierze jest uznawane za dziwactwo, ,,obnoszenie się’’ i ,,manifestację poglądów’’. Każdy wierzący odczuł na własnej skórze tą niewypowiedzianą, ale wiszącą w powietrzu presję, krzywe spojrzenia, czy głupie wyzwiska, które naszą wiarę barykadują w murach świątyń i naszych domów. Mimo prawnego zagwarantowania wolności religijnej, nie czujemy się w wyznawaniu wiary w pełni swobodni.

Dlatego tak ważne jest, by dawać świadectwo – by pokazać innym, też zastraszonym, ukrywającym się w swoich czterech ścianach, że można inaczej – mówić o Bogu, o Miłości, o Czystości, o Małżeństwie – bez krępowania się, bez spuszczania wzroku czy poczucia winy. Świat ogromnie potrzebuje dziś ludzi odważnych – tych, którzy nie zawahają się ukazywać Boga takim, jakim On jest – nie jako zgrzybiałego starca z siwą brodą i trójkątem nad głową, a jako Osobę, Stwórcę i Zbawiciela, który ,,nie może usiedzieć w miejscu’’, bo tak bardzo nas kocha.

Nie chodzi tu jednak o ewangelizację ogniem i mieczem. Pierwsi chrześcijanie nawracali pogan nie tylko wielkimi mowami, heroicznymi czynami czy męczeńską śmiercią. Robili to przede wszystkim dając świadectwo swojej codziennej miłości, ofiarowując całych siebie i otwierając swe serca dla drugiego człowieka, by inni zobaczyli w nich zbawcze dzieło Boga. To jest najskuteczniejsza ewangelizacja, bo działająca od 2000 lat. I właśnie to jest naszym celem – pokazywać jak się kochamy, jak przepełnia nas miłość, jak swe serca skłaniamy ku Naszemu Panu.

Bo tylko to się w życiu liczy. Starożytni przekazali nam gałąź teologii zwaną eschatologią. Traktuje ona o czterech rzeczach ostatecznych: śmierci, sądzie, niebie i piekle. Czekają one każdego i tylko od nas zależy jak się na nie przygotujemy. Nie ma nic ważniejszego od tego – każdy z nas umrze. Tak Bracia i Siostry – wszyscy umrzemy. Pytanie tylko jak się na tę chwilę przygotujemy. Czy zaufamy i poświecimy się Bożej Miłości, czy ślepo zapatrzeni we własne ego sami sprowadzimy na siebie potępienie. Można przed tym uciekać, można się wzbraniać, można mówić, że wcale nie, że to ,,kiedyś tam będzie, a teraz cieszmy się życiem’’. Nie znamy jednak dnia ani godziny. Równie dobrze już jutro może nas na tym świecie nie być. Bóg czeka na nas w Niebie, kocha nas i zesłał nam nawet Swego Syna, który oddał za nas życie, byśmy mogli się z Nim wiecznie radować. My zaś każdym grzechem przybijamy ręce Pana do krzyża.

Mimo to, Bóg nas kocha i niczego tak bardzo nie pragnie, jak naszego zbawienia – bo w istocie, nie ma nic ważniejszego. Czy więc nasze serce jest przygotowane, by odpowiedzieć Bogu na Jego miłość? Czy jesteśmy więc gotowi na śmierć i sąd? Czy Ty jesteś gotowy?

***
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s