Mięsożerny weganin

Zawsze chciałam zmienić swoje nawyki żywieniowe. Wydawało mi się, że będę „kimś”, jeśli nie będę jeść po 18, chleb zastąpię lekkim pieczywem, a wszystko, co smażone – gotowanym na parze. I tak było. Dopóki nie doszło do tego zapominanie o posiłkach i oswajanie uczucia głodu. Anoreksja? Bulimia? Nie. Chęć posiadania władzy nad własnym ciałem i możliwość ściśnięcia paska w talii tam, gdzie kończą się dziurki.

Potem przyszła fascynacja faktem, że istnieją zdrowe i pyszne potrawy. Jednak brak motywacji, by zrezygnować z utartych schematów i przyzwyczajeń, pozostawił fascynację w sferze czytania blogów. Mówiłam sobie: „zacznę kupować zdrowe produkty”, „zacznę jeść zdrowo”, ale bez wyznaczonego terminu startu. Aż nadszedł ten dzień.

Zochę obsypało nie wiadomo dlaczego, więc lekarz zarządził dietę eliminacyjną. Pożegnałam się z jajkami, mlekiem i mlekopochodnymi. Co jeść? – zapytasz, Drogi Czytelniku. Ano, rozpostarła się przede mną cała gama nowych smaków.

Odkryłam kaszę jaglaną z jagodami jako drugie śniadaniem, zamiast drożdżówki z serem. Na talerzu rozgościło się mięso i warzywa. Kolejnym odkryciem jest kasza bulgur i makaron ryżowy. Zwykły makaron zastąpił ten kukurydziany i w sumie to już nie pamiętam smaku tego zwykłego. Sos pomidorowy ma posmak orientu przez mleko kokosowe zastępujące śmietanę. A ciasto marchewkowe z siemieniem lnianym zamiast jajek smakuje równie dobrze jak to tradycyjne.

Rozpoczęłam także grę w czytanie etykiet. Kiedyś zdarzało mi się to od czasu do czasu, dziś jest na porządku dziennym. Ile to kruczków człowiek znajdzie! Otóż takie mięso mielone wołowo-wieprzowe marki X w sklepie Y zawiera tuzin E jakiś tam, natomiast mięso mielone z szynki marki X w klepie Y zawiera 90 % tegoż mięsa i żadnych dodatków sztucznych. Takie „Oreo” nie mają w sobie ani krztyny mleka czy jaj, choć białe nadzienie wskazywałoby w tym kierunku.

Nie traktuję tych wyrzeczeń jako wyrzeczeń. Dla mnie to bardziej gra: „Znajdź swój produkt”. Przestałam jęczeć na ceny w eko-sklepach. Zaczęłam się cieszyć każdym nowym odkryciem dla kubków smakowych. Taka chałwa – ma w sobie mnóstwo świństwa, a smak… Cóż, to smak mojego dzieciństwa. Wystarczy jednak posmarować wafelek ryżowy pastą tahini i posypać ziarnkami brązowego cukru. Mniam! Pyszna chałwa DIY!

Stałam się, więc mięsożernym weganinem. Trochę wstyd mi pytać o wegańskie menu w restauracji, bo w mojej głowie panuje przekonanie, że weganizm to swoistego rodzaju fanaberia. Ostatnio zamówiwszy pizzę wegańską, miałam się już pytać kelnera, czy mogę dokupić jeszcze jeden składnik – szynkę 😉 Ktoś mi powiedział, że nie mam się martwić, bo lada chwila przestanę karmić Małą i będę mogła wrócić do dawnych dań. Tylko po co? Obecnie czuję się lżejsza, mam w sobie zapał odkrywania nowości i wcale nie tęskno mi za smakami przeszłości. Nowe lub inne nie znaczy gorsze.

Advertisements

10 thoughts on “Mięsożerny weganin

  1. Nie zmieniłam swoich nawyków żywieniowych przy rozszerzaniu diety Wiktora, ale poznałam wiele nowych smaków, zaczynając od płatków jaglanych na śniadanie, a kończąc na samodzielnie zrobionym hummusie. I zaczęłam czytać etykiety! Ach, jak te dzieci zmieniają świat! Oby Zocha wyrosła z tej alergii :*

    Lubię to

    1. Hafiję czytam. U nas jednak okazało się, że eliminacja pomogła. Ba! Dwóch alergologów ją zaleciło. Z resztą zmiana skórna pojawiła się akurat wtedy, kiedy u dzieci zwykle pojawia się alergia: 4-5 miesiąc.

      Lubię to

  2. jeśli chodzi o sprawdzanie metek to ja polecam Ci aplikację na telefon „Zdrowe zakupy”. Wystarczy przeskanować kod kreskowy i tadam! W dodatku istnieje kosmetykowa wersja i nazywa się „Cosmetic skan”. Dużo ułatwia i wyjaśnia 🙂

    Lubię to

  3. http://martecznik.blogspot.com/2014/09/desery-dla-mamy-karmiacej-skazanca.html?m=1
    to moja ściąga deserowa z czasów karmienia alergiczki. Młoda ma 5 lat i nadal skórę atopowa… Co ciekawe, żadne testy w kierunku alergii czy nietolerancji pokarmowej nie wyszły dodatnie, a eliminacja nadal pomaga. Choć teraz jest trudna, bo nie wiadomo co winić, a w przedszkolu jeść trzeba… Ja też nie jestem konsekwentna zeby wyeliminować przetworzona żywność w 100% Jawi mi się to jako niemożliwe albo megapracochlonne, a energii potrzeba na ogarnianie też innych aspektów rzeczywistości:)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s