Sakrament II

16835744_1623284067688737_2649759946741123947_o

Znasz mnie, Drogi Czytelniku, i wiesz, że blog ten parentingowym nie jest. Nie zdradzę Ci przepisu na „udane Chrzciny”, na imprezę, o której będzie się mówiło w rodzinie. Nie podam Ci linków do sklepów, gdzie kupiłam sukieneczkę i buciki dla swojej Córci, nie wkleję zdjęć inspiracji do tworzenia chrzcielnych dekoracji stołu.

Trafiłam swego czasu na blogerkę opisującą chrzciny swojego dziecka: wynajęta sala, DJ, kostiumy postaci z bajek, menu niemalże weselne, sukienusia do kościoła, sukienusia na salę… Może powinniśmy wrócić do pogańskich postrzyżyn lub wymyślić nową tradycję ażeby oddzielić ziarno od plew? W tekście p.t. „Sakrament” pisałam: „Chrzest to polsko-katolicka tradycja nadania imienia”. Miałam rację?

Nie udawaj, że nie zauważyłeś, Drogi Czytelniku, tej tendencji w społeczeństwie: „Ochrzcimy, żeby rodzina się nie czepiała”, „Ochrzczę, ale niech potem dziecko sobie wybierze, czy chce chodzić na religię”, „Ochrzczę, żeby się z niej w klasie nie śmiali”, „Ochrzczę, żeby nie miała problemów jak będzie chciała wziąć ślub”.

Ochrzciłam, bo chciałam zapewnić mojemu dziecku wszystko to, co dla niego najlepsze – Łaskę Bożą. Ochrzciłam, bo chciałam dać mojemu dziecku możliwość wzrastania we wspólnocie Kościoła katolickiego, czyli wspólnocie ludzi ochrzczonych, ludzi wierzących, chrześcijan. Widzę, że środowisko chrześcijańskie jest żyzną glebą wychowawczą, która umożliwi pełny wzrost mojej Córki jako osoby – nie tylko jako katoliczki, ale  o s o b y  właśnie. A jeśli będzie się współpracować z Łaską Bożą to wiem, że nie tylko przeżyje pięknie ten ziemski czas, ale na końcu życia osiągnie niebo!

Owszem, zaprosiliśmy rodzinę na obiad i kawę po uroczystości. Potraktowaliśmy to jednak jako agapę (SJP: „wspólny posiłek o charakterze religijnym u pierwszych chrześcijan, obecnie u członków niektórych chrześcijańskich wspólnot religijnych”), która służyła wspólnej radości z tego wielkiego wydarzenia dla małej Zofii Marii. Nie było atrakcji. Nawet zapomniałam włączyć muzykę, ażeby umilała czas w tle rozmów! Wraz z Mężem zdecydowaliśmy się świętować w domu – „tak jak to się kiedyś robiło”. Poprzestawialiśmy meble, dokupiliśmy talerze, zamówiliśmy jedzenie, a moja zdolna Siostra wykonała dekoracje (pamiętacie cuda, które wykonała na ślub? klik). Było ciepło, było rodzinnie, było gwarno, było pięknie.

Chciałabym mieć dom. Taki, w którym zmieści się stół na 12 lub więcej osób. Taki, w którym będzie się świętować sakramenty moich dzieci. Taki, do którego będzie się naturalnie przechodziło z kościoła – budynku wypełnionego wspólnotą osób wierzących do budynku wypełnionego wspólnotą mniejszą – osób kochających się, dbających o siebie, z budynku, w którym dokonuje się obrzędów, do budynku, w którym te sakramenty urzeczywistniają się na co dzień.

Z resztą, ta uroczystość – pierwsza nasza uroczystość jako rodziny, pokazała mi, że my – ludzie – jesteśmy słabi, bo marzymy o rzeczach, które tak na prawdę nie są nam potrzebne. Jak ten dom – przestrzenny budynek. Przecież i nam udało się wszystkich pomieścić! A jednak podczas przygotowań z tyłu głowy wciąż miałam myśl „szkoda, że…”.  Nie szukałam dekoracji (wiem, wiem – ja wciąż o tych dekoracjach, ale uwielbiam otaczać się pięknem), bo wiedziałam, że mogę zaufać mojej Siostrze, jej mogę powierzyć to zadanie. Nie szukałam sukieneczki, bo Mama Michasi swego czasu wykonała dla Zochny wełnianą wyprawkę, a zapytana przez moją Mamę o wzór sukienki, wydziergała ją sama, dorobiła też pasującą czapeczkę i buciki – piękniejszego ubrania nie znalazłabym w żadnym sklepie, a to konkretne niesie ze sobą też wartość emocjonalną – było darem bezinteresownym, dobrowolnym. Nie uczestniczyliśmy także w katechezach dla rodziców chrzcielnych. Z jednej strony cieszyłam się, że nie muszę niczego planować, nigdzie wychodzić, a z drugiej strony znów ta myśl „szkoda, że…”. Okazało się, że po Mszy Świętej i przejściu do baptisterium – kaplicy chrzcielnej – ksiądz wygłosił piękną katechezę o początkach sakramentu Chrztu Świętego, jego tradycji i mocy. Co prawda, Zochnie kiszki grały marsza i próbowała księdza ponaglać, co udowodniła poprzez uspokojenie się na sam czas przyjęcia znaków – polania i namaszczenia głowy.

Ten czas, to wydarzenie pokazało mi jak jestem słaba. Tak wiele bym chciała, o tak wiele zabiegam, a to wcale nie daje mi szczęścia. Dostaję natomiast o wiele więcej tam, gdzie o to nie proszę, tam, gdzie oddaję coś innym – chociażby tę moją chęć kontrolowania wszystkiego. Czy marzyłam o takim przebiegu Chrztu Świętego i chrzcin mojej pierworodnej? Dostałam coś lepszego niż duży metraż własnego M i nie zamartwianie się o koszty. Łaska Boża, która spłynęła na moją Córkę, po części spłynęła i na mnie. Patrząc na mojego Męża, sądzę, że i jemu nie została poskąpiona.

Fotografie: Od A do Z – Agata Ziętarska Fotografia

Advertisements

6 thoughts on “Sakrament II

  1. Jeśli chodzi o przestrzeń w domu/mieszkaniu- ostatnio byłam gościem na niedzielnym obiedzie. Zasiedliśmy do zwykłego, kuchennego stołu w 9 osób. Byli dziadkowie, rodzice, dorosłe dzieci i małe dzieci.Na pozór niewielka kuchnia pomieściła nas wszystkich. Nawet przez moment nie pomyślałam „ale tu ciasno, niewygodnie” itd. Byłam pod wrażeniem, że wszyscy się pomieściliśmy, dla każdego starczyło jedzenia, każdy się najadł i nie mogliśmy przestać ze sobą rozmawiać.

    Wasz dom, mieszkanie bez Was, bez rodzinnej, ciepłej atmosfery, bez Waszego otwarcia na innych, byłby zwykłym budynkiem. 🙂

    Lubię to

    1. Masz rację! Tak jak kościół bez ludzi, bez Najświętszego Sakramentu może stać się muzeum/targami sztuki/magazynem.
      Zapraszamy, kiedy ponownie będziesz w swoim rodzinnym domu!

      Lubię to

  2. Może to nie jest najważniejszy temat poruszany w tym wpisie, ale… uwielbiam gdy takie wydarzenia świętuje się w domu. 🙂 O wiele łatwiej jest mi wtedy poczuć się rodzinnie niż w wynajętej restauracji. Jest swobodnie, nieperfekcyjnie i po prostu dobrze. Właśnie w domu, miejscu gdzie codziennie przebywam z kochanymi ludźmi, chcę świętować. No i mogę wszystkich ugościć tym, co sama ugotowałam! 😉

    Lubię to

  3. Każdy z nas jest słaby. Ja też często chcę tego, co mi tak naprawdę nie jest potrzebne do szczęścia. Świetny artykuł! 🙂

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s