E-chrześcijanin: Agnieszka

17149094_1195328550579917_414462574_oCześć! Tytuł tej akcji brzmi “ja – chrześcijanin w sieci”. No to: do dzieła!

Ja

Mam 20 lat, mieszkam w Krakowie, studiuję informatykę i ekonometrię. Gram w drużynie rugby 7 Juvenia Kraków. Uwielbiam programować, czytać i pisać – właśnie wokół tego kręci się mój blog. Zdarza mi się narzekać, ale zwykle piszę o tym, co mnie najbardziej zachwyca.

Chrześcijanin

Zawsze uważałam się za chrześcijanina, ale był taki okres, kiedy z trudem przechodziło mi przyznanie, że jestem katolikiem. Że Kościół Katolicki to jest MÓJ Kościół. Zmiana tego sposobu myślenia była jedną z bardziej przełomowych zmian w moim życiu, więc może zamiast opowiadać, dlaczego jestem chrześcijaninem, opowiem Wam, dlaczego jestem w Kościele.

Słyszeliście kiedyś piosenkę I’m a believer zespołu Smash Mouth, znaną głównie z filmu Shrek? Całkiem niedawno uświadomiłam sobie, że – choć opowiada o miłości mężczyzny do kobiety – idealnie oddaje istotę mojej “przygody z Kościołem” (zwłaszcza, że w łacinie Kościół ma rodzaj żeński). Popatrzmy na zwrotki:

I thought love was only true in fairy tales

Meant for someone else but not for me

Love was out to get me, that’s the way it seems

Disappointment haunted all my dreams

I thought love was more or less a given thing

But the more I gave the less I got, oh yeah

What’s the use in trying? all you get is pain

When I wanted sunshine, I got rain

Kościół oglądany z zewnątrz nie wydaje się szczególnie pociągający. I choć człowiek wie, że wspólnota stanowi istotę chrześcijaństwa, to wspólnota ta wydaje się jakaś niewłaściwa: wymagająca i nic nie dająca w zamian, rozczarowująca, dopasowana pod zupełnie innych ludzi i wyssana z palca.

Ale jest jeszcze refren:

And then I saw her face, now I’m a believer

Not a trace of doubt in my mind

I’m in love, I’m a believer

I couldn’t leave her If I tried

Spotkanie z Kościołem twarzą w twarz to zupełnie niezwykłe doświadczenie, które umacnia w wierze, odsuwa wątpliwości i daje poczucie, że już nigdy nie będziesz chciał odejść. Oczywiście, to nie bierze się znikąd. Za co więc można pokochać Kościół?

  1. Otwartość. To niby oczywiste, że Kościół musi być otwarty, powszechny i egalitarny – inaczej nie byłby Kościołem. Ale to mnie właśnie ujęło za serce. Wchodząc we wspólnotę miałam poczucie, że jestem chciana, a nawet potrzebna. Widać też, jak Kościół otwiera się na ludzi, którzy nie zawsze i nie wszędzie są mile widziani: ludzi starszych, chorych, niepełnosprawnych. Na biednych, ale i bogatych; na nieśmiałych i potulnych, ale i na buntowników; na wykształconych i prostych. Na wszystkich.
  2. Umiłowanie mądrości. Sporo się narzeka na niedouczonych księży, słabych katechetów, powtarzalne, niezbyt błyskotliwe, a nawet zwyczajnie głupie kazania. Nie powiem, żebym się z nimi nigdy nie spotkała. A jednak trudno znaleźć drugą organizację, która by z takim zapałem zmuszała ludzi do myślenia. Dziesiątki książek, artykułów, audycji, wykładów i warsztatów – dostępnych dla “zwykłych zjadaczy chleba”, starających się przybliżać w przystępny sposób teologię, historię, psychologię, ale też często zdobycze nauk przyrodniczych. Cały świat został stworzony przez Boga, więc wszystko, co wiemy o świecie, odkrywa przed nami choćby cząstkę prawdy o Bogu.
  3. Radość. Zapewne to akurat w dużej mierze kwestia przypadku, ale 90% spotkanych przeze mnie zakonników i zakonnic to ludzie niesamowicie radośni, szczęśliwi, spełnieni. Prawie nigdy nie natykam się na odzianych w habit gburów i ponuraków. Choć statystyki księży i świeckich wyglądają znacznie gorzej, to wciąż imponuje mi katolicka radość i optymizm. Katolicy generalnie nie mają poczucia, że najlepsze, co można zrobić w życiu, to porządnie się najebać. Potrafią się bawić bez alkoholu i dopalaczy, potrafią spontanicznie śpiewać i tańczyć, potrafią czerpać radość z małżeństwa nawet po pięćdziesięciu latach. A to, co naprawdę głęboko podziwiam, to umiejętność odnajdywania radości w najczarniejszych życiowych momentach. Skąd biorą na to siłę? Być może stąd, że nie zaniedbują też momentów powagi i skupienia?
  4. Cuda. Myślę, że nie tylko katolicy, ale ogólnie: dobrzy ludzie przyciągają cuda. Prawda, nie spotkałam zbyt wielu spektakularnych uzdrowień czy nawróceń, o widzeniach nie wspominając. Jednak gdy oni zabierają się za coś dobrego na większą skalę, to choć nie mają doświadczenia organizacyjnego, fachowej wiedzy, kapitału, znajomości – choć absolutnie wszystko może się nie udać – to prawa Murphy’ego tajemniczo przestają działać wokół nich.

Co w tym wszystkim zabawne: wielu ludzi spoza Kościoła jest poza Kościołem właśnie z powodu wzmiankowanych wyżej cech. A raczej z tego powodu, że ich w Kościele nie widzą. To typowe, że katolicką wspólnotę przedstawia się jako zamkniętą, wrogą nauce, ponurą i pasywną.

Zastanawiam się, czy to nie “efekt witraża” – to, co od wewnątrz wygląda pięknie, spektakularnie i jaśnieje światłem, od zewnątrz wydaje się ciemną i niezrozumiałą plątaniną linii.

Warto czasem wstąpić do środka.

W sieci

Wiara jest czymś, o czym się niełatwo mówi i bardzo trudno milczy.

Nie brzmi to zbyt szlachetnie, ale mój blog był rozpaczliwą próbą zwrócenia na siebie uwagi. “Proszę, niech ktoś na mnie spojrzy, niech się ktoś przejmie, przecież ja mam tyle do powiedzenia!”. Okazał się próbą całkowicie chybioną.

Niemniej pisanie bloga, nawet jeśli jest pozbawione najważniejszego aspektu, czyli kontaktu z czytelnikiem, pokazuje jak ogromne jest bogactwo Chrześcijaństwa. Gdy niecały rok temu, zbierając pomysły, zastanawiałam się nad założeniem bloga, najbardziej obawiałam się tego, że po paru miesiącach nie będę miała o czym pisać. Że zabraknie weny, zacznę się powtarzać albo pisać dokładnie to, co pisały już setki blogerów.

Ale Mądrość obficie zastawia stół: zawsze będziemy mieli o czym mówić, nawet jeśli mówić będzie niełatwo.

Chrześcijańska blogosfera pokazuje więc przede wszystkim niezwykłą różnorodność chrześcijan – coś, co nie zawsze widać z poziomu własnej wspólnoty. Choć celem wszystkich chrześcijańskich twórców jest przede wszystkim ewangelizacja, to ja, jako człek z grubsza zewangelizowany, cenię przede wszystkim możliwość poznania sposobu myślenia i duchowości innych ludzi. Mnogość wychodzących ze swoim przesłaniem, choćby drobnych twórców, stwarza pole do dialogu i dyskusji. To dobrze, bo we współczesnym, sklasteryzowanym świecie, dialog i dyskusja często bywają zaniedbywane.

Zapraszam serdecznie na swój blog, ale też na blogi innych twórców, biorących udział w tym projekcie. Każdy może znaleźć coś dla siebie.

***

link do bloga Agnieszkiwww.kazania-nieparlamentarne.blogspot.com

opis projektu: www.okiemsary.wordpress.com/2016/09/27/wylowione-z-sieci/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s