Białe kruki

nastya-polyakova-95919

Ja nie wiem, ja nie rozumiem, skąd to utarte przekonanie, że jak dziewczyna #wspódnicy to na pewno „oazówa”. Albo bibliotekara. Albo najlepiej jedno i drugie. Kiedy spodnie wyparły z mody codziennej, mody użytkowej spódnicę na tyle, by wręcz dziwactwem było noszenie jej na co dzień?

Nie jestem radykałem, śmigam po domu w legginsach, do sklepu w tunice, ale swego czasu wychodziłam ubrana na uczelnię tak, ażeby mój strój reprezentował to, jak chciałam być traktowana – w spódnicy za kolano, w czółenkach na niskim obcasiku, w płaszczyku ściągniętym w talii. Nie słyszałam pytań: „Co żeś się tak wystroiła?” lub „Masz dziś urodziny?”, za to nie omieszkało mi się obić o uszy „Jesteś chora?”, kiedy tylko przywdziałam tzw. „jegginsy” lub elegantsze spodnie 7/8. Przyzwyczaiłam towarzystwo do swej odmienności.

Spodnie nie są wcale wygodniejsze od sukienek. Przecież nie rozmawiamy o sztywnych garsonkach i żakietach, kiedy myślimy o wyjściu do kina ze znajomymi, siadaniem z dziećmi na dywanie, czy sprintem po Tesco. Jest tyle miękkich tkanin, które o wiele lepiej „pracują” z ciałem, niż wbijające się w boczki biodrówki lub grożące pęknięciem skinny jeans. Co więcej! Sukienka czy spódnica potrafi zadziałać z figurą cuda. Stąd swego czasu porzuciłam spodnie. Moje za chude – w stosunku do ud – łydki, podkreślone przez „rurki”, deformowały całą sylwetkę. Postanowiłam wybić się z szablonu i szukać ubrań oryginalnych (precyzując: spódnic, sukienek), by nie wyglądać jak pozostałe 197 dziewcząt z mojego roku. Z resztą to nie tylko przekonanie o moim roku ze studiów. Poznając wielu obcokrajowców, usłyszałam, że wszystkie Polki ubierają się tak samo – „rurki”, koszulka, krótka kurteczka i baleriny. [Znasz, Drogi Czytelniku, powiedzonko, że jeśli więcej, niż jedna osoba, mówi Ci, że jesteś koniem, to się dobrze zastanów, czy aby nim nie jesteś?]

Nie jestem wymiarowa. Dużo rzeczy na mnie nie pasuje. O spodniach to ja nawet nie wspomnę. Po co gorączkowo szukać „tych idealnych”, skoro wieszaki mienią się feerią barw, tkanin i tekstur kuszących kobiecością. Bo przecież spódniczka została wyparta przez spodnie na znak równouprawnienia, przyznania męskich praw płci żeńskiej. Nikt chyba jednak nie pomyślał, że owo wyparcie zamieni się w totalną marginalizację. Mogłabym i ja wyrzucić wszystkie moje ubrania poza legginsami i rozciągniętymi koszulkami, bo po ciąży trudno mi odnaleźć się w nowym kształcie, kształcie, który wciąż się zmienia, który (kto wie?) może wróci do dawnych ram. Nie poddałam się jednak łatwo. Dużym wsparcie jest grupa, o której wspominałam tu: klik.

Grupa na fejsbuku, jak to grupa – mimochodem ludzie się poznają, a jak się poznają to mają pragnienie przenieść relacje do realnego świata. Przeniosłyśmy się więc, jako te białe kruki, do świata realnego na pożarcie współczesnych kobiet upchanych w obcisły jeans.

1

Pomyślałam sobie, że takie spotkanie powinno mieć kształt – kształt kobiecy, kształt pół oficjalny, kształt podniosły. Może to trochę stereotypowe asocjacje, ale jakże miłe: kobieta – sukienka – kwiaty – czekoladki – kawa – (bardzo współcześnie!) dobra organizacja. I udało się! Partnerem spotkania została marka klasycznej, kobiecej odzieży szytej w Polsce – Marie Zelie – która przesłała nam kupony rabatowe na swoje produkty, lokalna bardzo przytulna w wystroju i bogata w ofercie kwiaciarnia Bukiecikowo, której kreatywna właścicielka obdarowała nas kwiatami, ekskluzywne, ręcznie robione belgijskie praliny podarowało nam Bą Bą, zniżkę na kawę – klimatyczny, a zarazem wielofunkcyjny lokal, co wskazuje sama nazwa – Cafe Kino, a Właśnie Dzisiaj – notes dzienny oraz rabat na organizer. To piękne, że istnieją jeszcze ludzie hojni i ci, którzy potrafią cieszyć się z upominków.

4

Przybyło nas „ciut” mniej, aniżeli było to planowane, ale może to i dobrze? Miałyśmy okazję się dobrze poznać i odkryć wspólną pasję: b l o g o w a n i e! Od prawej: Ania, Ela, Monika, Agata, pisząca te słowa. [Linki do blogów dziewczyn są ukryte pod ich imionami.]

2

Nie wiem, czy wiesz, Drogi Czytelniku, ale byłam kiedyś szafiarką. Pierwszy blog nazywał się „Strachy do szafy”, drugi zaś brzmiał z francuska i dziś nie jestem w stanie sobie przypomnieć o jaką to „garde-robe” mi chodziło. Tak samo, jak nie przypominam sobie skąd pochodzi bluzka, jakiej marki są rajstopy i ile lat służą mi te „Shirley’owskie” trzewiki. Spódnica jest z miejsca, gdzie ukrywają się wszelkie perełki modowe – z lumpa. Niegdyś zwężana, dziś noszona wg metki. O tempores! [P.S. To chyba pierwsze zdjęcie w pionie na tym blogu.]

***

Ślicznie dziękuję Klaudii z bloga HAUKOTELLA za wskrzeszanie kobiecości, Agacie za fotografie, a Damianowi za film. Największe ukłony jednak w stronę Partnerów spotkania, którzy zechcieli rozpieścić Bydgoskie Kobiety #wspódnicy. A Wam, dziewczęta, za miło spędzony czas i otwartość serca. Do zobaczenia!

 

Advertisements

3 thoughts on “Białe kruki

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s