Bajka na dobranoc

c6hwehygpkm-fabrizio-verrecchia

Pisanie tu tekstu sprawia mi trudność z dwóch powodów: dawno nie blogowałam osobiście (bardziej nadzorowałam napływające teksty gościnne) i obiecany temat Księdza Bosko w moim życiu jest rozległy (nie wiem, od której to strony by go ugryźć). Może po prostu opowiem Wam bajkę?

Bajkę o dziewczynce, która dorastała w katolickiej rodzinie i marzyła o pójściu do katolickiej szkoły. Nie było to typowe marzenie dla małych dziewczynek. Jednak ta dziewczynka była dość nietypowa. Marzyła nawet o tym, by zostać profesorem teologii! Myślała, że w katolickiej szkole ludzie są dobrzy, przyjaźni, a chodzenia do kościoła nie tylko w niedzielę nikt nie wyśmiewa. Odliczała każdy semestr, który dzielił ją od pójścia do gimnazjum. Katolickiego gimnazjum! W jej miejscowości były dwie takie szkoły: po prostu katolicka i salezjańska. Do tej pierwszej podobno nie wypadało jeździć tramwajem. Nawet jak ktoś autem, ale zwykłym, podjechał, to rówieśnicy wytykali go na korytarzu palcami. Dziewczynka nie pochodziła z zamożnej rodziny i bardzo się bała tego wytykania. Przecież to katolicka szkoła! W szkole katolickiej trzeba czuć się bezpiecznie pod każdym względem. Do tej drugiej Szkoły chodziła córka koleżanki mamy. Mama i ta pani razem pracowały, więc czasu na rozmowy o tej Szkole było wiele. Podobno nauczyciele tacy sympatyczni, księża w piłkę grają na boisku z chłopakami, a i przyjaciółki można znaleźć. Tylko, że daleko ta Szkoła. Droga zajmowała godzinę. Trzeba było jechać jednym autobusem i drugim. Mijało się cmentarz, gdzie leży babcia. Dziewczynka nawet nie wiedziała, że dalej za cmentarzem jest jeszcze jej miasto, że tam może coś być. Tam była Szkoła.

Zgubiły się z mamą, kiedy pojechały tam po raz pierwszy. Lał deszcz. Szły przez błoto, omijały kałuże i drżały z ekscytacji na myśl, że zaraz zobaczą Szkołę. Budynek był niepozorny. Szary jak otaczające go blokowisko. Jedyne co go wyróżniało to rzeźba nad wejściem. Jakiś On z jakimś Chłopcem. Onieśmielone weszły do budynku. Od razu przywitały je uśmiechnięte licealistki i zaproponowały oprowadzanie – stały punkt tzw. „drzwi otwartych”. Wnętrza były schludne, dość przeciętne, nauczyciele rzeczywiście sympatyczni, oprowadzające dziewczyny bardzo wesołe, jak najęte opowiadały o zaletach uczenia się właśnie w tej Szkole. Dziewczynka nieśmiało zapytała o to, czego bała się w tamtej szkole: „A trzeba tu chodzić w markowych ubraniach?”. Spuściła przy tym wzrok totalnie zawstydzona. Jakże ją rozradowała odpowiedź: „No co Ty!”. To było najpiękniejsze „nocoty”, które w życiu słyszała.

Kolejnym krokiem do spełnienia marzenia była rozmowa z dyrektorem. Dziewczynka nigdy nie bała się księży. Tym razem siedziała speszona. Tak bardzo chciała dostać się do tej Szkoły! Ksiądz rzucił okiem na wzorowe świadectwo, zapytał o hobby. Dziewczynka lubiła rysować i tworzyć laurki, kalendarze w Wordzie. „A Publishera znasz? Tam masz dużo opcji do tworzenia takich publikacji!” – ksiądz podbił serce dziewczynki. Widziała, że to jej miejsce, że chce tu zostać. Całą drogę powrotną do domu jak mantrę powtarzała: „Tatusiu, a jak mnie nie przyjmą? A jak się nie dostanę?”. Musiała to być ta Szkoła. Tata też ją zapewniał, że to będzie jej Szkoła, że do tej Szkoły na pewno ją przyjmą. Z resztą… Do żadnej innej szkoły nie złożyła papierów.

Jak się domyślasz, Drogi Czytelniku, dziewczynkę przyjęto do Szkoły, dziewczynka znalazła przyjaciółki, ale różowo nie było. W Szkole nie śmiano się może z dziewczynki ubrań, czy czasu spędzanego w autobusie, by do Szkoły dotrzeć, ale za to wciąż trudno było być wierzącą tak otwarcie, tak po prostu. Na szczęście to się zmieniło z czasem. Im bliżej poznawała swoich rówieśników, tym wyraźniej widziała, że nie jest sama, nie ona jedyna wymyka się na przerwach do szkolnej kaplicy, nie ona jedyna ma w piórniku „święty obrazek”, nie ona jedyna zna odpowiedzi na pytania zadawane na lekcji religii. Była jedną z wielu, choć nadal nie jedną ze wszystkich. Inne dzieciaki były różne, z różnych rodzin, często „oddawane na wychowanie”, bo „to taka dobra Szkoła”. Atmosfera była przyjazna – dziewczynce bardzo się to podobało, ale wciąż brakowało jej tego czegoś, tego o czym marzyła. Aż do pierwszego Wyjazdu. Na nim zaiskrzyło. Dziewczynka pojechała do innej Szkoły. Tam jej i inni nauczyciele grali z uczniami w siatkówkę, śpiewali „idzie sobie stonoga” czy po prostu byli jak członkowie rodziny. Tam byli uczniowie innych Szkół, nauczyciele innych Szkół i Atmosfera spotęgowana do liczby nieskończonej plus jeden. Tam poznała też pewnego Chłopaka. A raczej historię o nim i to, co z niego zostało – szklana trumna, woskowa figura i ukryte coś – coś sprzed ponad stu lat przywiezione z Włoch. W sumie nie poznałaby tego Chłopaka, ani tej Szkoły, ani nie spełniłaby marzenia o katolickiej szkole, gdyby nie On.

Zawsze myślała, że On był Polakiem. Nikt jej nigdy o Nim nie opowiadał. Dowiedziała się o Nim chyba dopiero w drugim roku pobytu w Szkole. Okazało się, że nie był z Polski – był z Włoch. Okazało się, że nie żył chwilę przed II Wojną Światową, ale w XIX wieku. Okazało się, że był księdzem katolickim, który bardzo kochał młodzież. Wyciągał biednych chłopaków z trudnego życia na ulicy, dawał im chleb, ubranie, nocleg, edukację, czas i przestrzeń na zabawę, Miłość. Bardzo ich kochał.

Dziewczynce nie brakowało w domu Miłości. Nie szukała w Szkole czegoś, czego jej brakowało. Raczej dziewczynka chciała po wyjściu z domu, dalej przebywać w Atmosferze Miłości – bawić się, uczyć. Tym miejscem miała być właśnie Szkoła. Szkoła, choć inna, nadal musiała spełniać sztywne warunki państwowe, wypełniać ramy narzucone przez mądre głowy i to dusiło Atmosferę. Dopiero Wyjazdy pokazały, że poza szkolną ławką ożywa On, ożywa Atmosfera i można czuć się w 100% kochanym. A Miłość, której się doświadczy, chce się nieść dalej.

To stało się kolejnym marzeniem dziewczynki. Chciała nieść dalej Miłość i Jego, i Atmosferę. Zaczęła działać, organizować, udzielać się, wyjeżdżać coraz częściej. Tak upłynęło jej 6 lat w Szkole. Gdy nadszedł czas rozstania, bardzo się buntowała. Nie chciała wchodzić w nowy rozdział życia, zaczynać na nowo, na nowo szukać świata, w którym czułaby się dobrze. Tu był jej Świat, tu mogła nieść Jego i Atmosferę, tu czuła Miłość. Postanowiła, że w dorosłość wkroczy z Nim, że gdy dorośnie, będzie jak On, że chce iść Jego śladami. I tak zrobiła. Została pedagogiem, wpatrując się w wielkiego Przyjaciela młodzieży. Później nawet założyła własną rodzinę, bo On jej podetknął męża pod nos. W innej Szkole. Na Wyjeździe. We wspaniałej Atmosferze. Tak by we własnym domu mogła dawać i otrzymywać Miłość.

*Wszelkie przedstawione zdarzenia i osoby nie są fikcyjne.*

**Historia oparta na faktach.**

Wystąpili:

Dziewczynka – Anna (autorka bloga Okiem Sary)

Szkoła – Collegium Salesianum w Bydgoszczy

Chłopiec – Dominik Savio

On – Jan Bosko

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Bajka na dobranoc

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s