E-chrześcijanin: Tomasz

dscn2220-1

Kto zacz?

Jestem Tomek. Rocznik (a nawet dokładnie data urodzenia) konsystorza, na którym kreowany kardynałem został abp Henryk Gulbinowicz (można googlować). Od blisko 8 lat mąż własnej żony, a od prawie 6 – tata małego człowieka Dominika, któremu staram się dotrzymać kroku we wchodzeniu w świat i pomóc, aby był po prostu dobrym człowiekiem. Kiedyś tacierzyństwo mnie przerażało – teraz myślę, że to najlepsze, co facetowi może się przydarzyć.

Zawodowo – prawnik. W życiu zdarzyło mi się robić już różne rzeczy w tej sferze – natomiast zawsze jakoś tam powiązane właśnie z wykształceniem. Kiedyś w rozpoznawalnym mocno portalu internetowym, od pewnego czasu, powiedzmy, urzędnik – co ma swoje plusy dodatnie (sztywne godziny pracy, jasne zasady), ale i ujemne (mniejsza o nie). Dużo w życiu związany z sądownictwem. Mam uprawnienia radcy prawnego i chciałbym z nich skorzystać – co przy obecnym przesyceniu rynku prawników jest, póki co, mało realne. Na marginesie – chętnie pomogę przy problemach prawnych J

Poza tym – mól książkowy. Zwolennik tezy, że nie można mieć za dużo książek, a za mało półek czy za małe mieszkanie. Staram się racjonalizować wydatki w tym zakresie, bo i miejsca za mało – ale każdy pretekst dobry, aby kupić kolejną książkę. Co czytam? historia (średniowiecze, okres II wojny światowej i najnowsza historia Polski), powieści (sensacja, thrillery, powieść historyczna). Swego czasu – wielki fan komiksów. Amatorsko fotografuję, co też mi sprawia sporo frajdy. Lubię rower (jeździć staram się cały rok), spacery, uwielbiam góry (Tatry!).

Ale po co pisać?

Bo lubię i to od zawsze. Bo dla mnie jest to forma wyrażenia siebie – pomimo tego, że mam pełną świadomość, jak niewiele osób to czyta J Kiedyś wywnętrzałem się w różnego rodzaju pamiętnikach, po czym gdzieś tam jakieś 15 lat temu odkryłem, że jest coś takiego jak blog. Od tamtej pory blogów było kilka – na blog.pl pewnie ze 2, potem Blogspot, i od stycznia 2016 r. „na swoim” – niedowiarstwomoje.pl (między tym blog o rodzinie naszej – ale tematyka okazała się zbyt prywatna, a i czasu za mało). Gdzieś w tyle głowy mam marzenie – wydać kiedyś część tekstów, które już się urodziły.

Wiara? Średniowiecze, ciemnogród…

Może dla niektórych. Dla mnie – oczywista oczywistość. Coś, co zawsze (z bardzo małą przerwą) po prostu było i jest naturalne. Niestety, nie napiszę więc o żadnym uderzeniu, nawróceniu, przemianie – choć troszkę zazdroszczę ludziom, którzy tego doświadczyli. Tak, wiara wyniesiona z domu – gdzie jestem bardzo wdzięczny i śp. Babci i śp. Mamie za to, że poza zaszczepieniem wiary pokazywały delikatnie, że trzeba także myśleć i nie bać się zadawać pytań, nie przyjmować wszystkiego bezrefleksyjnie. W zamierzchłych czasach dzieciństwa – może z przyzwyczajenia, potem coraz bardziej świadomie, z wyboru i przekonania – i tak zostało. Uwielbiam wiarę w prostej formie, bardzo często zachwycam się najprostszymi myślami, ale w tym wszystkim staram się nie zapominać, że po to Pan Bóg nam dał rozum żeby z niego korzystać. I jeśli przychodzą jakieś wątpliwości to nie po to, żeby założyć klapki na oczy, ale zastanowić się, przemodlić, przegryźć. Mieć swoje zdanie i wiedzieć, czemu tak a nie inaczej.

Stąd pewnie nazwa bloga – już od dobrych kilka lat – właśnie „niedowiarstwo moje”. Moja wiara, która nie boi się stawiania pytań i konfrontacji, a więc i niełatwych odpowiedzi. Czasami może nie do końca wpisujących się prosto i ładnie w oficjalne poglądy Kościoła, albo teksty na blogu nazywające pewne konkretne zachowania czy sytuacje po imieniu, wprost. Może to moje nastawienie wynika z patrona od chrztu – Tomasza apostoła – tego, który nie bał się zadawać pytań, ale uwierzył.

Ale po co wierzyć?

Dla mnie to jest naprawdę proste. Jezus – „Bóg jest zbawieniem”. To zbawienie jest nam dane i dla mnie czymś naturalnym jest odpowiedź na ten dar, tę łaskę. Bóg nas tak umiłował, że mamy nawet możliwość odrzucenia tego, co On nam daje – wolność aż do wyparcia się Go. Ja wolę ten dar przyjąć i wykorzystać. Boga, który przychodzi nie po to, aby ograniczać i zakazywać, ale aby pomóc mi być lepszym, sensowniej przeżyć to życie, nie patrzeć tylko na czubek własnego nosa. Dostrzec Go w pracy, w przyjaźniach, w miłości, w spotykanych przypadkowo ludziach. We wszystkich zdarzeniach, jakie stają się moim udziałem.

Zachwycam się Bogiem. Śmieszne? Może. Ale to niewyczerpane źródło, które ciągle mnie zaskakuje, ciągle odkrywam je z innej strony, inaczej. Poznałem Go, wierzę w Jego obecność, czuję Jego miłość i opiekę – więc o tym mówię, a raczej piszę, bo co jest ważniejszego? Można mieć wszystko – i co z tym zrobić, kiedy to życie się skończy?

Chrześcijanin dzisiaj…

… to człowiek, który nie siedzi smutny w domu, ze zbolałą miną, nie boi się wystawić z niego nosa poza pójściem „do kościółka”, nie widzi we wszystkim i wszystkich innych od siebie zagrożenia (osoby, które tak działają – niestety, jest ich całkiem sporo, to dla mnie chrześcijanie wyłącznie z metryczki). Człowiek, który ma prawdziwą Bożą radość w sercu, nie usiedzi w miejscu i będzie chciał się nią dzielić. Stąd może pośrednio mój pomysł na pisanie i dzielenie się tym, co mi pokazuje wiara, co ja odkrywam w Piśmie Świętym, jak je rozumiem – nie jakoś abstrakcyjnie, w jakimś mądrym kontekście historycznym albo politycznym, ale co to Słowo Boga znaczy dla mnie dzisiaj i co ja mogę z nim zrobić, jak je wykorzystać, aby z jednej strony samemu być lepszym, a z drugiej pomóc w tym innym.

E-chrześcijanin…

… to dla mnie każdy, który czuje się na siłach, aby głosić Dobrą Nowinę przy pomocy internetu i przyległości. Jeden (ja) pisze, inny wykonuje świetne grafiki (ja czasami coś próbuję na poziomie bardzo niskim), jeszcze inny montuje vlogi (wolę nie straszyć innych sobą – poza tym to mocno czasochłonne).

Mamy naprawdę duże pole do popisu.

Po pierwsze, żeby pokazywać, że ludzie wierzący, chrześcijanie szeroko pojęcie, ale i wprost – katolicy, to normalni ludzie, nie żadne smutasy, których aktywność ogranicza się do słuchania Radia Maryja, oglądania TV Trwam i biegania do kościoła na przemian na Mszę Świętą czy nabożeństwo. Ludzie, którzy mają swoje pasje, uzdolnienia, tworzą różne rzeczy, angażują się w różnych sferach – pokazując przy tym i przez to równocześnie, że nie wstydzimy się tego, że swoje życie, to co robimy (także np. pracę) zawierzyliśmy Panu, nie wstydzimy się modlitwy czy prostych symboli przynależności do wspólnoty wiary (krzyżyk, różaniec, znak krzyża przed posiłkiem).

Po drugie – co się trochę wiąże z pierwszym – uświadamiać, że człowiek wierzący wcale nie musi mieć nie wiadomo jak oderwanych od rzeczywistości, przysłowiowo średniowiecznych poglądów; że wiele z tego, co się mówi o ludziach wierzących i Kościele, delikatnie rzecz ujmując, mija się z prawdą.

Po trzecie – pokazywać, że wiara to jest coś, co uskrzydla, dodaje siły, niesamowicie inspiruje, ale także pomaga przejść trudne chwile. Że wiara to nie jest jakaś tragedia, nauka Kościoła i Pismo Święte to nie same zakazy i utrudnienia, ale czytelne i proste zasady, które bardzo pomagają uporządkować życie, siebie, swoje wnętrze. Daje pokój i szczęście.

I jakby konkludując – zapraszać tym samym innych ludzi, którzy patrzą z boku, żeby zapragnęli chociaż spróbować żyć w ten sposób. Dali sobie szansę, pozwalając Bogu wejść w ich życie. Zachęcić ich – nie tyle gadaniem, ale własnym przykładek – do zrobienia pierwszego kroku na drodze, która może się okazać największą przygodą życia i odpowiedzią na wszystkie pytania czy wątpliwości. Zrozumienia, że wszystko także w ich życiu „było, więc jest zawsze w Bożych rękach” (myśl, którą umieściłem w nagłówku bloga).

Cytat ode mnie

A właściwie cytat i prosta modlitwa.

Cytat: wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia (Flp 4, 13). Znany i często przytaczany. Trzymam się go kurczowo od wielu lat i chętnie do niego wracam. Bo w gruncie o to właśnie chodzi 🙂

I modlitwa – podobno św. Ignacego Loyoli. Odkryłem ją jakiś czas temu i bardzo mi pomaga. Polecam! Przyjmij, Panie, całą moją wolność; przyjmij pamięć, rozum i całą wolę. Cokolwiek mam i posiadam, Tyś mi to dał. Wszystko to zwracam Tobie i całkowicie poddaję panowaniu Twojej woli. Daj mi tylko miłość ku Tobie i Twoją łaskę, a będę dość bogaty; niczego więcej nie pragnę.

DobroCi 🙂

***

link do bloga Tomka: www.niedowiarstwomoje.pl

opis projektu: www.okiemsary.wordpress.com/2016/09/27/wylowione-z-sieci/

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s