Typ Niepokorny: Star Wars

baner

Bardzo lubię kinematografię i od lat interesuję się filmami. I jakoś tak mam, że kino stricte „chrześcijańskie” nie do końca do mnie dociera. Nie mówię tu o filmach przedstawiających rzeczywistość biblijną, ale bardziej o takich, które swoją fabułą nawiązują do katolicyzmu (mógłbym wymienić kilka tytułów, które mnie zniesmaczają, ale nie krytyka ma być tematem tego wpisu). To co mi nie odpowiada w tego typu filmach, to pewnego rodzaju infantylność i prostolinijność przekazu – od samego początku wiadomo kto jest dobry  albo kto w filmie się nawróci – i cały film opiera  się na wciskaniu w dialogi prawd chrześcijańskich wypisanych czarno na białym, niczym w perełkach (tak się chyba nazywają te małe książeczki z mądrymi cytatami o Bogu). Nie znoszę oglądać tego typu filmów, bo mam wrażenie, że reżyser jest nawiedzonym ultrakatolem, który jedyne co miał na celu, to na siłę ubogacać widza schematami sztampowego myślenia, w sposób mało estetyczny i traktujący widza jak idiotę. Jest jednak cała masa filmów światowego kina, która mimo że nie jest postrzegana jako kino o zabarwieniu religijnym – niesie za sobą bardzo chrześcijański przekaz. Chciałbym się podzielić z Wami moim największym zaskoczeniem w tej dziedzinie. Przyszykujcie popcorn i ruszamy w podróż.

Przyznam, że o serii Star Wars, lub jak ktoś woli o – Gwiezdnych Wojnach – słyszałem przez całe swoje życie. Mam ponad 30 lat, więc przeżywałem modę na prawie wszystkie części tego filmu. Ale jakoś nigdy do tego filmu szczególnie mnie nic nie ciągnęło. Kosmiczne wojenki na lasery wydawały mi się głupie i nie widziałem sensu zapełniania sobie czasu tymi bajeczkami o galaktykach. Sięgnąłem po Gwiezdne Wojny dopiero 3 lata temu. Dopiero po tym, jak przeczytałem w Internecie dyskusję na temat czy Gwiezdne Wojny są zagrożeniem duchowym (jak kucyki Pony i Harry Potter… mam ochotę napisać osobny wpis na temat wszędobylskiego straszenia Szatanem, więc odpuszczę ten temat i skupię się na filmie). Sięgnąłem po Gwiezdne Wojny w kolejności chronologicznej wydarzeń przedstawianych w filmie (a nie chronologii wydawania filmów, ponieważ nakręcone były najpierw część IV, V i VI, a dopiero później I, II, III i Przebudzenie Mocy, które jest jakoby częścią VII).

Przyznam szczerze, że niesamowicie się zdziwiłem, ponieważ nie dość, że dostałem porcję świetnego kina akcji i przygody, to jeszcze okazało się że Star Wars niesie za sobą spory chrześcijański przekaz.

Film ukazuje walkę dobra ze złem, walkę dwóch przeciwnych sobie obozów wizji świata. „Moc”, którą posiadają bohaterowie, można porównać do wiary w Boga – ponieważ owa moc nakazuje się opowiedzieć, czy dzięki niej będzie się stać po jasnej czy po ciemnej stronie mocy. W dodatku nic w tym filmie nie jest czarno- białe i główni bohaterowie przeżywają wewnętrzną walkę co zrobić i jak wykorzystać daną im „moc”. Za tym filmem idzie również świetna nauka, że im większą „moc” mamy w sobie, tym większa ciąży na nas odpowiedzialność za jej wykorzystanie. Pokazany jest też przykład pięknego „nawrócenia” i zmiany wewnętrznej bohatera.  Nie chcę opisywać filmu bardziej szczegółowo, by nie spoilerować tym, którzy jeszcze całej serii nie widzieli. Chcę zachęcić wszystkich do tego, by sięgnęli po Gwiezdne Wojny tak, jak ja to zrobiłem, bo myślę że się nie zawiedziecie. Szukając Boga w otaczającym mnie świecie, nigdy nie spodziewałem się, że znajdę go w hollywoodzkiej produkcji o kosmicznych potyczkach… A jednak tam się skrywał. Odnalezienia Go życzę i Wam wszystkim. NIECH MOC BĘDZIE Z WAMI!!!!

star-wars

Typ Niepokorny

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Typ Niepokorny: Star Wars

  1. Cześć!

    Osobiście uważam, że doszukiwanie się w Gwiezdnych Wojnach Boga jest niemal równie naciągane, co doszukiwanie się w nich Szatana. Jasne, że bliżej im do chrześcijaństwa niż satanizmu, ale satanizm to jednak sekta bardzo niszowa. Z pewnością można w tych filmach dostrzegać wartości chrześcijańskie, tak samo, jak we wszystkich innych dobrych fabułach dla dzieci (małych i dużych 🙂 ), choćby wspomnianym przez Ciebie Harrym Potterze. Ale ateista odbierze je jako zupełnie laickie wartości moralne, i prędzej znajdzie w nich ugruntowanie swojego ateizmu, niż Boga.

    Ja kocham Gwiezdne Wojny za to, że są „dziecinne” – w pozytywnym znaczeniu słowa. Świat przedstawiony jest barwny, fascynujący, nieograniczony, aż proszący, by go odkrywać. Chyba każdy jako dziecko marzył, by być odkrywcą i tak właśnie postrzegał świat: jako rojowisko nowych możliwości. Konflikty może nie są idealnie czarno – białe, ale przyznaj, że szczególnie zawiłe też nie. Widz zawsze dobrze wie, po której stronie powinien opowiedzieć się bohater. Do tego klimat otwartości, przyjaźni pomiędzy wszystkimi myślącymi istotami, porywające przygody, zabawne epizody…

    Mi też zdarzało się znajdować utwierdzenie w wierze w filmach/książkach zupełnie nieteistycznych, ale jednak nazywanie tego chrześcijańskim przekazem uważam za spore nadużycie.

    PS: Czekam niecierpliwie na Twój tekst o wszędobylskim straszeniu szatanem, bo bardzo mnie ciekawi, co diabelskiego mogą mieć w sobie kucyki Pony i Harry Potter 🙂

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s