E-chrześcijanin: Emilia

wesele-034

Mam na imię Emilia. Od ośmiu lat jestem szczęśliwie zakochana w jednym mężczyźnie, a od pięciu lat żoną tego jednego właśnie;) Jestem mamą dwóch synów- starszy ma 4 lata, a młodszy 2,5 roku. Obaj są wcześniakami, młodszy skrajnym. Poza zajmowaniem się domem, zajmuję się też „wiecznym” studiowaniem na Politechnice, pisaniem książek o Bogu dla dzieci oraz niekończącym się nigdy wycieraniem gilów z nosów (sorry, sezon grypowy w toku 🙂 ). W sieci tworzę blog katolickamama.pl, na którym piszę o wierze, wychowaniu dzieci, małżeństwie oraz naszym doświadczeniu wcześniactwa, oraz związany z nim fanpage Katolicka Mama na facebooku.

W historii mojej wiary nie znajdę wyraźnych przełomów. W Kościele Katolickim byłam od zawsze. Czasem bliżej, czasem dalej. Dorastałam w tradycyjnej rodzinie, wspólnotach młodzieżowych, szkole katolickiej. W dużej mierze przebywałam w „katolickim” towarzystwie.  Były momenty ważne, kiedy coś się we mnie zmieniało, dojrzewało. Były też momenty trudne, które mocno ukierunkowywały moje dalsze życie. Ale wiara to dla mnie proces, który nie ma końca.  Trochę jak zabawa w kotka i myszkę. On mnie goni, a ja… uciekam, choć tego nie chcę i sama nie wiem dlaczego tak się dzieje. Ale mam nadzieję, że mnie w końcu złapie i już nigdy nie wypuści:))

Bardzo doceniam Krzyż. Nie unikam tematu śmierci czy cierpienia, bo one i tak wpisane są w życie każdego z nas. Nie lubię „wybielonego” chrześcijaństwa, w którym nie ma bólu, a jedynie samo szczęście. Tak nie jest, a przynajmniej nie zawsze. Wychowywałam się wiele lat z ciężko chorymi dziadkami, przebywałam w otoczeniu ludzi niepełnosprawnych, a moje własne dzieci przychodziły na świat w cierpieniu i zmagały się z niepełnosprawnością. Na sobie samej odczułam, że największa łaska rozlewa się właśnie wtedy, kiedy jesteśmy najbardziej bezsilni, bezradni. Wierzę w Boga, który umarł za nas straszliwie cierpiąc, a nie jedynie pstrykając palcami.

Dlatego nie chcę uciekać od trudnych tematów. Chcę pokazywać rzeczywistość taką, jaka ona jest. Ze zwątpieniem, trudnościami, bólem, naszą słabością. Tak chcę też patrzeć na drugiego człowieka- szukając w nim tego co dobre, i rozumiejąc, że- jak każdy- jest tylko człowiekiem. Każdy ma grzechy, z którymi sobie nie radzi i słabości, które go przytłaczają.

Co jest dla mnie ważne nie tylko w byciu chrześcijaninem, ale i zwyczajnym człowiekiem? Bycie przejrzystym. Chrześcijanin powinien być człowiekiem, który żyje ze sobą w zgodzie,  jest spójny, nie ma w nim fałszu ani pozorów. Tak staram się pisać. Chcę, by moje teksty nie tylko służyły innym, ale również kształtowały mnie- otwierały mnie na Boga, układały moje myśli i kształtowały osobę, którą jestem.

Co dalej? Wytrwałość. Dzisiaj nie lubimy tego słowa. Możemy co chwilę mieć coś nowego, zmieniać pracę jak rękawiczki i przeprowadzać się w co chwila inne miejsce. Często trudno nam wytrwać- na modlitwie, w wierze, w skupieniu i… w miłości aż do śmierci. Mi też jest ciężko. Z natury jestem bardzo emocjonalna. Ciągle się uczę tego, by to decyzje miały wpływ na moje życie, a nie emocje. Do pisania też podchodzę jak do zadania- moje teksty nie mają wyrażać chwilowych emocji, ale mają być przemyślane, by budowały, a nie niszczyły.

Chrześcijanin powinien mieć też w sobie odwagę. Ale odwaga nie oznacza braku lęku. Odwaga- to jego pokonywanie, nawet w najmniejszych rzeczach. Odwaga- to też pragnienie i porywanie się na rzeczy wielkie, wręcz nieosiągalne- ale z wiarą, że z Bogiem wszystko jest możliwe. Wierzę, że Bóg nie chce od nas przeciętności. Że to, czego pragnie, to właśnie czynienie rzeczy wielkich- z Nim i na Jego chwałę :))

Na koniec zostawiłam wisienkę na torcie 🙂 Bycie chrześcijaninem- to PRZEDE WSZYSTKIM kochanie. Bóg uwiódł mnie i wciąż uwodzi swoją miłością. Chcę się nią dzielić. Dlatego słowo Miłość tak często piszę z wielkiej litery. Bo dla mnie każda miłość jest tą jedną wielką Miłością, która nie ma ani końca, ani początku, ani żadnego umiaru w rozdawaniu siebie… Piszę o niej dzieciom takim jak moje dzieci, z nadzieją, że i one kiedyś dadzą się jej porwać. I piszę dorosłym, z nadzieją, że i my sami kiedyś doświadczymy jej bez ograniczeń, już po drugiej stronie :))) I z nadzieją, że na tyle, na ile jest to możliwe, będziemy się nią cieszyć już tutaj i teraz, w codzienności, między pocałunkiem męża, gotowaniem obiadu i czasem łzą bólu i bezradności (nie byłabym sobą, gdybym tę miłość od cierpienia oddzieliła). No i oczywiście między wycieraniem jednego i drugiego zagilanego noska.

***

link do bloga Emilii: www.katolickamama.pl

opis projektu: www.okiemsary.wordpress.com/2016/09/27/wylowione-z-sieci/

 

Reklamy

2 uwagi do wpisu “E-chrześcijanin: Emilia

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s