Adwentowe #kadryOkiemSary 2

hashtagkadry

To już kolejny tydzień? Pojutrze odpalamy trzecią świeczkę? Jakie było moje zaskoczenie, kiedy ktoś w poniedziałek napisał  na fejsbuku: „Buty już wyczyszczone na przyjście Mikołaja?”. Jakiego Mikołaja? Przecież to za tydzieeee… aaaa… nieee… To jutro! Czy gdybym chodziła do pracy miałabym inne poczucie czasu? Gdybyśmy z Małżonkiem żyli w systemie „5 dni – weekend – 5 dni – weekend” to ogarniałabym czasoprzestrzeń? Nie będę się zagłębiać nad tym, że tempus fugit, bo i tak go nie zatrzymam. Zagłębię się za to w to, co minęło.

a

Nie chwaliłam się Wam, że posiadam w tym roku „okienkowy” kalendarz adwentowy. Słodycze i tak jem, więc czekoladowego nie chciałam. Przypomniało mi się jednak, że Niemcy wymyślili pudełka z wariacjami różnych herbatek, a ja herbatki lubię (o czym wspominałam w zeszłym wpisie), toteż zamówiłam przez Internet „24 herbaty na czas świąteczny”. Popijam, czasem oszukując z ilością lub kolejnością.

gi

Ubolewam nad brakiem zimy w tym roku. Jestem zimolubkiem. Wietrzę mieszkanie kilka razy na dzień, uwielbiam szale i swetry, ślizgam się na zamarzniętych kałużach. Istnieje prawdopodobieństwo, że gdybym za dzieciaka nie doświadczyła prawdziwej zimy, kiedy Tato ciągnął mnie na sankach do podstawówki, gdybym kilka lat temu nie pracowała w malowniczo ośnieżonej za kostki Bawarii, to dziś nie miałabym za czym tęsknić. By ulżyć tej tęsknocie, oszroniłam okno. Sztucznym szronem. Nadal nie wiem jak działa, bo czasem znika, czasem szroni całą szybę, a czasem pojawiają się tylko rozetki, ale… To moja prywatna zima. Choć sztuczna.

mj

Istnieje taki żarcik między mną a Mężem: „Ja: Tato był dziś u nas./ Damian: A przyniósł jakąś żarówkę?/ Kurtyna”. Mój Tato jest z wykształcenia elektrykiem, a z charakteru gadżeciarzem. Ilekroć do nas przyjdzie, wymienia żarówki na ledowe, lepszej mocy, bardziej jasne itd. W zeszły piątek na wieczór przyniósł mi też cząstkę rodzinnego domu – świecznik adwentowy. Tak bardzo zazdrościłam go sąsiadom, a teraz mam własny! Czuję więź z tymi, którzy również wystawili go w oknach. Nie wiem, co dla nich znaczy. Dla mnie to sygnał do nieba: „Marana tha! Przyjdź, Panie Jezu!”.

bc

Z okazji „mikołajek” zorganizowaliśmy „kawkę” dla rodziców i ich przyjaciółek zwanych przez nas „ciotkami”. Moim małym, szarym marzeniem było upieczenie ikeowskich Pepparkakor, ale mały ssak umożliwił powstanie tylko jednej porcji. Mimo tego mojego rozczarowania p.t. „Nie będę perfekcyjną panią domu” przyjęcie się udało, a ja błogosławię czas spędzony z bliskimi.

k

Do Zosi Mikołaj przyszedł pocztą z dalekiego Poznania m.in. z przesłodkim kombinezonem. Złamałam się już w tydzień po narodzinach i nie stronię od dziewczyńskiego różu dla Córki. Słodki kombinezon, dziecko słodko śpi…d

… ale nie będę ubierać macierzyństwa w lukier. Nie zawsze jest słodko. Nawet nie często. Najbardziej nie lubię tych momentów, kiedy nie potrafię pomóc, kiedy bujanie i szuszanie nic nie daje, a w oczach Małej Księżniczki pojawiają się łzy.

l

Żeby nie zwariować od tej huśtawki emocji, tworzę – piktogramy dla niej, teksty dla Ciebie, Drogi Czytelniku, BuJo dla siebie. A czas płynie coraz prędzej. Już półmetek świątecznego oczekiwania!

A jak minął Twój drugi tydzień Adwentu, Drogi Czytelniku?

Wstałeś na Roratach? Obdarowałeś czymś kogoś? A może Mikołaj do Ciebie przyszedł?

Podziel się ze mną tym radosnym oczekiwaniem w komentarzu!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s