Edukacja

edukacja„Pani Anno, skreśliłam Panią z listy studentów, decyzję wyślę pocztą.” – czekałam na tego maila, by powstał ten tekst. Pomyśleliście teraz: „Oho, zakończyła swoją edukację”. Nic bardziej mylnego.

Moja edukacja rozpoczęła się wraz z poczęciem i rozwojem życia prenatalnego. Uczyłam się połykać wody płodowe, ssać kciuk. Po narodzinach podjęłam się trudu wykształcenia wyższej formy komunikacji, niż krzyk i płacz. Potem była kontrola moczu, umiejętność chodzenia… Rozumiesz, Drogi Czytelniku, co chcę Ci przekazać? Mój proces uczenia się to nie tylko zaliczanie tzw. szczebli edukacji w placówkach państwowych lub prywatnych.

Bardzo rozczarowałam Rodziców, nie uzyskując tytułu, który potwierdziłby 2 lata mojej edukacji uzupełniającej w zawodzie pedagoga. Rozczarowałam w sumie nie ich samych, ale ich wyobrażenie o mnie jako osobie ambitnej, inteligentnej, uzdolnionej. Tylko, że ja wcale tych cech nie utraciłam, nie podchodząc do obrony pracy magisterskiej. Utraciłam tytuł naukowy, o którym starsze pokolenie ma błędny obraz. Z resztą ja, idąc na studia, też miałam.

Byłam żądna dysput z profesorami, żarliwych interdyscyplinarnych wymian zdań ze studentami zupełnie niepokrewnych kierunków mojemu, możliwości korzystania z dobrodziejstw licznych wykładów do wyboru… I klops. Trafiłam do zaawansowanej podstawówki, gdzie wykłady są dyktowane, egzaminatorzy proszą o okazanie notatek pisanych odręcznie i podkreślanych, a wypowiadanie własnego zdania jest pacyfikowane zamiast poddawania pod dyskusję ogółu.

Dopiero na studiach magisterskich przez przypadek lub Opatrznościowo trafiłam na MISH (Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczno – Społeczne). Słyszałam o tych studiach od nauczycielki polskiego w liceum, ale uznałam, że się nie nadaję, że nie jestem wystarczająco pracowita, że nie uniosę ciężaru egzaminów wstępnych. Co za błędne myślenie! W wieku lat 19 edukacja formalna zapędziła mnie w kompleksy, porównywanie się i poczucie braku własnej wartości! Żałuję, że nie uwierzyłam w/w nauczycielce, że to jest ścieżka dla mnie, że właśnie ja – moja osobowość, mój charakter – w pełni się na niej spełnią.

Wiele razy, borykając się z procesem formalnego ukończenia studiów, słyszałam „motywację”: „szkoda tych dwóch lat”. Szkoda? Ja nic nie straciłam! Zyskałam wiele – możliwość brania udziału w trójstronnej wymianie międzynarodowej dot. pracy socjalnej, możliwość zgłębienia literatury przedmiotu w obrębie zagadnień z Edukacji Domowej i Systemu Prewencyjnego (dokładnie, Drogi Czytelniku, mam za sobą podejścia do dwóch różnych tematów magisterki), a także wychowania do twórczości (to akurat było moją pracą roczną). In plus na całe moje przyszłe życie i działalność w różnych dziedzinach było miksowanie przedmiotów z wielu kierunków: dziennikarstwa, psychologii, filozofii, teologii. Wiązało się to, co prawda z trudem każdorazowego tłumaczenia skąd się wzięłam na tych zajęciach i dlaczego je wybrałam, ale czymże był ten wysiłek w porównaniu do zyskanej wiedzy!

Jednak straciłam szansę pracy w zawodzie. Mit! Tytuł zawodowy mam. Brzmi on: „pedagog ogólny”. Dla niewtajemniczonych: pedagog – teoretyk bez kwalifikacji nauczycielskich, czyli bez możliwości pracy w placówkach oświatowych i większości placówek wychowawczych. Co by mi dały studia uzupełniające? Tytuł magistra pedagogiki vide: „pedagoga ogólnego”, vide: nadal brak szans na pracę w zawodzie.

I na nic moje bogate doświadczenie animowania grup młodzieżowych już od czasów gimnazjalnych, pracy w nurcie „Erlebnispädagogik” zdobyte w Niemczech, wiedzy porównawczej dot. pracy socjalnej we Francji i Niemczech na bazie wizytowania tamtejszych ośrodków wsparcia itd., itd. Pracy w zawodzie nie dostanę.

Nie dostanę, ale… w instytucjach formalnych. Kto zabroni mi wykorzystywać to doświadczenie i tę wiedzę w mojej osobistej pracy, w mojej działalności już nie ważne w jak scharakteryzowanym społecznie obszarze? Nawet tu, prowadząc bloga, korzystam z tego, czego dotąd się nauczyłam. Tak samo jest z dalszą edukacją. Być może nie będzie to edukacja formalna (choć takowej nie wykluczam), ale nadal zamierzam korzystać z wszelkich możliwości i sytuacji – poprzez rozmowy ze znajomymi z innych „branży”, poprzez udzielanie się w najróżniejszych fejsbukowych grupach. Przecież to nadal jest edukacja! Uczę się! I nie chcę przestawać.

W tym tekście nie użyłam mojego ukochanej bajkopisarskiego tonu. Chciałabym, ale po co upiększać stan zastany, gdy potrzeba powiedzieć coś konkretnego? W tym tekście nie użyłam pogrubień co ważniejszych myśli, bo osąd i odczyt emocjonalny pozostawiam Tobie, Drogi Czytelniku. W tym tekście nie wyraziłam swojej opinii, czy dobrze się stało lub może źle, że studiów nie ukończyłam lub że studia w ogóle podjęłam. Z perspektywy czasu wszystko wygląda inaczej, niż na początku tej drogi, w trakcie lub też po zakończeniu i Tym, Drogi Czytelniku, na różnych etapach tej drogi się znajdujesz. Jedno chcę, byś wyciągnął z tego tekstu: nigdy nie daj sobie wmówić, że trzeba podążać za stadem i to wyznaczoną ścieżką, że jest tylko jedna i właściwa ścieżka, by coś osiągnąć. Ja i Ty, Drogi Czytelniku, jesteśmy kowalami swojego losu – nie musisz być lekarzem, by zyskać prestiż społeczny, nie musisz siedzieć 8h w biurze rachunkowym, by nie martwić się o regularne zapełnianie swojej lodówki. Schemat to tylko wzór, przykład. A Ty w ten schemat nie musisz się wpisywać.

Advertisements

4 thoughts on “Edukacja

  1. że niby magisterka wyznacznikiem inteligencji, umiejętności i możliwości? jak będzie trzeba dorobisz ją w innym czasie. ja wyszłam z takiego założenia. sama wiesz.. skończyłam licencjat i teraz co? szkoła policealna w zawodzie wprost przeciwnym do studiów, ale wynikający z mojej pasji i zamiłowania. I kurka, szczęśliwsza jestem o stokroć, że uczę się grafiki i programów informatycznych zamiast kolejnych ręcznie pisanych szlaczków, tej tzw. zaawansowanej podstawówki. I wiem, że jakbym podjęła mgr dalej to 1. byłabym nieszczęśliwa, 2. w ogóle by to mnie nie rozwinęło. Czasem Bóg ma dla nas coś więcej 🙂 i dla Ciebie sama wiesz co ma – obdarowywanie innych taką dawką miłości, że hoho! Bo TAK wiele robisz.. dla nas, a tysiąc razy więcej dla Zosi i Mężusia 😀 ❤ no. A rodzice, cóż… przeżyją 🙂 grunt, żebyś była szczęśliwa i nie musiała się 'zmuszać'. Gdzies widziałam jak chyba nawet x Bosco pisał, że "Panu Bogu nie są miłe rzeczy czynione z przymusu". 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Fajny tekst i dobre podejście! Obecnie wiedza lezy na wyciągnięcie ręki – książki, encyklopedie, kursy on-line i youtube, na którym jest wszystko. Dużo bardziej liczy się umiejętność zdobywania tej wiedzy i jej wykorzystywania – takie moje zdanie. Powodzenia w dalszym etapie edukacji nieformalnej 🙂
      Ps. Przeprowadziłaś jakieś badania dot. edukacji domowej, czy zaczęlaś tylko ten temat?

      Lubię to

      1. Do etapu badań nie doszłam 😦 Temat brzmiał: „Rodzic jako wychowawca w edukacji domowej w ujęciu wybranych nurtów współczesnej myśli pedagogicznej.” I szczerze? Mam nosa, że jeszcze ten temat zrealizuję :)))

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s