Ciało

15146820_643887695791357_1335708599_o

Lubię to zdjęcie. Nie jest dla mnie w ogóle seksualne, ale za to emanuje intymnością, delikatnością, pięknem. Lubię czasem spojrzeć na to zdjęcie i westchnąć, bo… moje ciało tak nie wygląda. W sumie, to nigdy tak nie wyglądało. Ciekawe kiedy się o tym dowiedziałam, że powinno wyglądać inaczej… W liceum? W trudnym dla dojrzewania okresie gimnazjum? A może już w podstawówce?

Jako dziewczynka chętnie pozowałam przed obiektywem Taty – amatora fotografii. Tu zdjęcie z parku, tu przy bydgoskiej katedrze, a tu z domu – tańczę obwieszona koralami. Patrzę z uśmiechem wprost do aparatu. Mój wzrok wyraża pewność, że jestem piękna, jestem kochana, jestem szczęśliwa. Był i epizod pchania się w kadr kamery dokumentującej imieniny cioci lub innego krewnego. O licznych pokazach układu baletowego do Jeziora Łabędziego przed posadzonymi na kanapie rodzicami nie wspomnę.

Ale czego miałam się wstydzić? Naprawdę wierzyłam, że nie ma we mnie nic, co by mogło określić mnie jako brzydką. No, może czasem było to „brzydkie” zachowanie względem Mamy, obowiązków. Tyle. Nie brakowało mi atencji Rodziców, nie brakowało mi pomysłów na zabawy, brak wyjazdowych wczasów Tato rekompensował mi długimi spacerami po parkach, po Starym Mieście. Stąd ten uśmiech. Stąd ten pewny siebie wzrok.

Dzisiaj? Czasem uda mi się wygospodarować tę chwilę wieczorem, by po prysznicu spojrzeć w lustro. Stałam się tym wszystkim, czego najbardziej w świecie pragnęłam uniknąć. W trakcie ciąży Instagram zasugerował mi, że lubię zdjęcia metamorfoz osób, które zrzuciły wagę – takie „przed” i „po”. Były tam m.in. fotografie kobiet ze zwisającą fałdą skóry brzucha mimo sporej straty wagi i wyrzeźbionej reszty ciała. Oh, jak ja bardzo nie chciałam, by i mój brzuch tak wyglądał po ciąży i jakiś wykańczających ćwiczeniach. Innym razem blogerka parentingowa wstawiła link do wystawy portretów kobiecych ciał po ciąży – zwłaszcza brzuchów, zwłaszcza pooranych rozstępami. Oh, jak ja się cieszyłam, że rozstępów nie mam, tylko te kilka (o których pisałam tu) na udach. Ilekroć się komuś żaliłam z tych moich obaw, słyszałam, że nie mam się martwić tym, co będzie po ciąży, bo teraz nie na to czas. Dobra to rada.

Dziś stoję przed lustrem i widzę fałdę brzuszną, która coraz bardziej zwisa, która coraz bardziej poorana jest rozstępami – jak te brzuchy, których tak się bałam. Dziś stoję przed lustrem i widzę inne części ciała, które w ogóle nie przypominają wymarzonej przez współczesne kobiety sylwetki, tej pokazywanej w reklamach czy na roznegliżowanych zdjęciach internautek.

Dziś stoję przed lustrem i widzę piękne ciało. Taki obraz pola po bitwie. Ale mam świadomość, że ta bitwa była zwycięska. Przez 9 miesięcy to ciało zmieniało kształt, mieściło w sobie inne ciało, wytwarzało procesy podtrzymujące życie nie tylko swoje, ale i tego drugiego bytu. Nic dziwnego, że po tych 9, a dziś już po 10 miesiącach jest zmęczone i poorane śladem czasu, śladem tej walki o nową istotę.

Dziś stukam się w głowę, że bałam się wyglądać jak kobiety z fotografii. Co mi do tego jak one wyglądają. To one mają kochać swoje ciało, to ich mężowie mają adorować ich ciało. Moje ciało mam kochać ja, moje ciało ma adorować mój mąż.

I oczywiście dbam o to ciało – smaruję się czymś tam na rozstępy, czymś tam na ujędrnianie… Bo pole po bitwie też trzeba posprzątać. Wybieram się na zumbę dla rozruchu i zrzucenia tego, co przybrałam akurat dobrowolnie (nadal nie mogę się pozbyć ciągot do nadmiernego zajadania się łakociami). Ale bez kolejnych ofiar, bez przesad! Nie będę się katować, by wyglądać jak „pani z obrazka”. Nie mam w genach małego biustu, szpary między udami i proporcjonalnych ud do łydek. Nie mam i nigdy nie miałam. Mogę zdechnąć na siłowni, a nie będę miała. Dbać o siebie, a gonić za nieosiągalnym – to różnica.

Feministki krzyczą: „moje ciało, mój wybór”. Twoje, Droga Feministko, ale do czasu. Moje ciało nie tylko nosi ślad, że nosiło nowe życie. Ale moje ciało dalej pracuje dla tego nowego życia – nadal je karmi, a przy okazji: grzeje, buja, głaszcze, przytula, przewija, układa w łóżeczku…

Ja kocham moje obecne ciało w wersji zmodyfikowanej do wersji Ania – mama. Mój Mąż kocha moje obecne ciało w wersji zmodyfikowanej do wersji Ania – żona – mama. Czego chcieć więcej?

P.S. A do zdjęcia powyżej będę dalej wzdychać. Bo jestem tylko (i aż) (słabym) człowiekiem.

Advertisements

4 thoughts on “Ciało

  1. Dziękuję za ten tekst. Ja nie byłam jeszcze w ciąży a nawet na razie nie planuję być, ale doskonale rozumiem wypływające z tego tekstu emocje… Ostatnio zmagam się z problemem samoakceptacji i bardzo skupiam się na własnym ciele. Najbardziej przeszkadza mi to, że moja sylwetka jest mało kobieca. Tam, gdzie powinnam mieć więcej mam mniej i na odwrót! Zapominam, że kobiecość to przede wszystkim stan umysłu! Zamiast posłać uśmiech do jakiegoś przystojniaka, to ja obserwuję inne dziewczyny na zasadzie ciągłych porównań.
    Wpadłam już w taką spiralę, że nie wiem, jak się wykręcić. Oczywiście, to co mają inni jest lepsze, ładniejsze, ciekawsze… a ja mam już dość swoich minusów, choć podjęłam z nimi walkę… to wciąż wraca myśl: „inne mają lepiej, innym jest łatwiej, bo mają ewidentne walory, a ja? co takiego w sobie mam ja?”
    Pomaga mi ostatecznie myśl i przekonanie, że to Pan Bóg mnie stworzył, więc po coś i dla kogoś. Jeszcze muszę to odkryć. Czuję, że jeżeli nie wyjdę z tego punktu nienawiści do samej siebie, to nie ujdę daleko na mojej ścieżce, nie pokocham i nie dam się komuś pokochać a to mnie przeraża… Kiedy, w chwili takiej bezsilności i złości na swoje ciało, siebie i cały świat, skierowałam kiedyś pytanie do Pana Boga: „Dlaczego mnie właśnie t a k ą uczyniłeś?!”
    Otworzyłam wtedy Pismo św. na 2 Ks. Machabejskiej 15,38: „Jeśli zostało ono skomponowane pięknie i zgrabnie, osiągnąłem to, czego pragnąłem. A jeśli jest marne i przeciętne, to widocznie tylko na tyle było mnie stać.” Wiadomo, ku czemu pokierowały się moje myśli… ku mojemu ciele. Choć w tym fragmencie autor odnosi się do opowiadania, które zapisał we wspomnianej Księdze.
    Ostatnio często wracam do tych słów i traktuje je jako pstryczek w nos od Ojca w Niebie i słyszę jak mówi do mnie: „Weź, nie przesadzaj” 😉
    Ciało jako opowieść, ciało jako historia każdej z nas. Myślę, że to jest dobra puenta do Twojego tekstu, Saro 🙂 Myślę, że istotne jest, aby to do samego Boga zwracać się ze swoimi pytaniami o nasze piękno a nie do człowieka, bo to nigdy nie daje długotrwałych rezultatów. Musimy pamiętać, że w nas jest świątynia Ducha św.! Przyznaję jednak, że sama rzadko o tym pamiętam… Przypadło mi szczególnie do gustu Twoje zdanie: „pielęgnować a nie – gonić za nieosiągalnym” 🙂 Pozdrawiam!

    Lubię to

  2. Dziękuję za szczerość w tym poście, Aniu. Bardzo mnie poruszył.
    Pisałam kiedyś o czymś podobnym w odniesieniu do twarzy.
    Zmieniamy się, zmienia nas miłość. I tego się trzymam, choć też czasem wzdycham i po ludzku „zazdroszczę” tym szczupłym, o posągowych rysach twarzy, ale ostatecznie mam świadomość kim jestem i dla kogo żyję. I że piękno nie definiuje się przez kilogramy. Co również nie znaczy, że o siebie nie dbam… :*

    Lubię to

    1. Lubię, Joasiu, Twoje studium twarzy na IG! Myślę, że nie można się wstydzić tej swojej słabości wzdychania za nieosiągalnym, bo to także hartuje charakter i pozwala się zatrzymać nad sobą – nie z egoizmu, ale ku chwili refleksji właśnie 😉

      Lubię to

  3. Natchnął mnie Herbert, wierszem „Pan Cogito ogląda w lustrze swoją twarz”, w którym uskarża się m.in. na przodków za podwójne podbródki, które po nich odziedziczył… 😉 Postanowiłam też obserwować swoją twarz, żeby widzieć jak się zmienia (no i żeby wiedzieć, co wytykać przodkom ;), a tak serio dlatego, że po urodzeniu dzieci bardzo poczułam, że rzeczywiście się zmienia. Na początku się na to buntowałam. Przecież już się przyzwyczaiłam do „tamtej” twarzy, a ona śmie się zmieniać bez mojej wiedzy i pytania czy może 😉
    Zaczęłam ją obserwować, żeby akceptować i lubić, bo choć inna, nie znaczy, że niefajna i nawet ją kochają co poniektórzy – choćby Mąż i Dzieci 😉 I tego się trzymam 😉

    Buziaki!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s