Wpadka

dziecina
Będąc w ciąży, usłyszałam pytanie, czy moje dziecko jest „wpadką”. Bardzo się zdziwiłam, bo nie słyszałam jeszcze o „wpadce małżeńskiej”. Owszem, żyjemy w czasach „rozsądnego” planowania wszystkiego, co tylko możliwe jest do zaplanowania. Poczęcie dziecka też można przecież zaplanować. Tak, tak… Uważałam i na WDŻ-cie w szkole, i na kursie przedmałżeńskim, ale miałam swoje, osobiste powody ku „nie planowaniu”.

Mija dziś dziesiąty miesiąc odkąd ślubowałam mojemu Małżonkowi „miłość, wierność i uczciwość małżeńską”, a Pana Boga prosiłam o „cieszenie się upragnionym potomstwem”. Mija dziś drugi tydzień, kiedy cieszymy się obecnością Zofii Marii w naszym życiu.

A że zaraz po ślubie? A że zaraz po zmianie pracy? A że nie „nacieszyliśmy się” sobą? A że… dajcież spokój. Wszystko ma swój czas. Nie wyobrażam sobie inaczej tych dziesięciu miesięcy. Nie wyobrażam sobie inaczej tych dwóch tygodni. A że darliśmy koty przy mojej wzburzonej ciążą gospodarce hormonalnej, zamiast „na spokojnie” docierać się w małżeństwie? A że zaczyna mi doskwierać deficyt snu i tzw. „czasu dla siebie”? Nie szkodzi. Tak miało być. 

Nie wiem, czy bylibyśmy na tylu randkach przez te ostatnie dziesięć miesięcy, gdybym nie była w stanie błogosławionym, co wzbudziło w moim Małżonku jeszcze większe pokłady czułości i afirmacji mojej osoby. Nie wiem, czy „zrobiłabym dla siebie” (i studiów – o zgrozo) więcej, gdyby Mała Księżniczka zechciała sypiać poza maminym ciepłem i biciem serca (np. w koszu Mojżesza lub chociaż obok na łóżku). Nie wiem. Znając siebie, znając nas, mogę tylko przypuszczać, że bylibyśmy zdolni taką „okazję zmarnować”, że Zosina daje nam niezłego kopniaka i lekcję nie tyle rodzicielstwa, dorosłości czy odpowiedzialności, ale człowieczeństwa sensu stricte.

Od dwóch tygodni wiem, że co mam zrobić teraz, muszę zrobić teraz, bo później mogę nie mieć na to czasu lub chociażby wolnych rąk do wykonania tej czynności. Od dwóch tygodni wiem, że mój Małżonek jest numerem jeden w moim życiu i okropnie tęsknię za jego obecnością – mimo, że w ramionach tulę kość z jego kości, krew z jego krwi. Od dwóch tygodni wiem, że jeśli ja czegoś nie zrobię, nikt tego za mnie nie zrobi (więc pokornie wstaję w nocy i karmię tego Małego Ssaka zdanego na mnie w 100%). Od dwóch tygodni wiem, że ja też się liczę, że mam swoje potrzeby, że nie wystarcza mi bierne przeżywanie życia i chcę ja także się rozwijać, ładnie wyglądać i czerpać od życia to, co piękne (toteż przeglądam sklepy internetowe w poszukiwaniu spódniczek, zaczynam prowadzić bullet journal, maluję paznokcie i nie mogę się doczekać przeczytania kolejnej książki). Od dwóch tygodni… – mogłabym tak wymieniać godzinami.

I cieszę się, że stało się jak się stało. I te dziesięć miesięcy temu, i te dwa tygodnie temu. 

Chwała Panu!

Advertisements

5 thoughts on “Wpadka

  1. Bardzo mi się podoba Twoje podejście.
    Nie lubię kiedy ludzie mówią, że kiedy zostaniesz matką, to już nie będziesz miała życia, albo wręcz przeciwnie, przesadnie lukrują macierzyństwo.
    Zazwyczaj nie czytam treści parentingowych, nie żebym miała coś przeciwko, po prostu mnie nie interesują w tym momencie, ale coś czuję, że u Ciebie z chęcią bym poczytała. 🙂

    Lubię to

  2. Wzruszyłam się, czytając ten post. Ach… niewiele mi trzeba ostatnio, a może po prostu no… pięknie, Aniu, pięknie no! I siły dużo życzę i wiesz… ach. Przygotowując się do własnego ślubu i tego życia samodzielnego powiem Ci, że dużo mnie ostatnio rusza. Takich PROSTYCH wrażeń i takiego pięknego świadectwa, czy po prostu spojrzenia kogoś innego. Takiego właśnie OKIEM SARY. 🙂 Dobrze, że jesteś, że tu też na chwilkę wpadłaś się podzielić przemyśleniami ❤

    Lubię to

  3. Mnie także podoba się Twoje podejście do tematu.
    Uważam,że na wszystko jest czas. U każdego jest on inny. Twój był taki właśnie.
    I chwała Panu!
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie, szczególnie na ostatni post. Może zechcesz wziąć udział w akcji?

    Lubię to

  4. Czekałam na ten wpis 🙂 bo te emocje i doświadczenia wciąż u nas na świeżo 🙂
    Wszystko ma swój czas, a że czas szybko leci to trzeba się delektować każdą chwilą.

    Radosnego delektowania się macierzyństwem!

    Ps Hasło: „Co mam zrobić teraz, muszę zrobić teraz” jest chyba hasłem każdej matki ;D

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s