Powaga słów

przybraniePodobno mam teraz więcej leżeć, niż dotąd. Ma to sens – robię to dla zdrowia swojego i Maluszka, więc leżę. Maleństwo tańczy w moim brzuchu. Nie po posiłku, nie po mocniejszej herbacie. Po prostu tańczy. Nie obserwuję jak to oddziałuje na moje ciało. Zamykam oczy i staram sobie wyobrazić, jak te harce naprawdę wyglądają… Czy to kopnięcie nóżką? A może rozpychanie się łokciami? Czasem coś zanucę i ruch się uspokaja. Może Maleństwo nasłuchuje tak uważnie, że zapomina o swoich tańcach?

Kiedy tak leżę, pożytkuję czas na książkę lub filmy dokumentalne. Dziś trafiłam na mini-serial. Czarnoskóra kobieta najęła (nie wiem czy to ważne, ale) białą surogatkę, by urodziła jej czarnoskóre dziecko. Nie jestem rasistką. Nie o tym chcę pisać, kto rodzi jakiego koloru dziecko. Chcę pisać o tym, kto rodzi czyje dziecko. Oglądałam niejeden dokument o surogatkach z Indii, które poświęcają swoje zdrowie i ciało w ramach dużego zarobku. Nie wsłuchują się w ruchy dziecka, nie traktują go jak swoje nawet, gdy rozlegnie się pierwszy płacz. Są jak robotnice fabryki – mieszkają w klinice, rodzą w klinice, odchodzą z kliniki z pokaźną sumą… By ratować swoją rodzinę. Nie ma w tym ideologii, dobroczynności. 

W filmie, który dziś widziałam, a który został zrealizowany w Ameryce, wychwala się poświęcenie, oddanie, bezinteresowność surogatki, która udostępnia swoje ciało dla spełnienia marzeń bezdzietnej matki. Ktoś w komentarzu przyrównał tę sytuację do czynności jaką jest pieczenie ciasta: kupuję składniki, przygotowuję je, ale okazuje się, że mój piecyk nie działa – idę więc do sąsiadki, za jej pozwoleniem korzystam z jej piekarnika i wychodzę z jej domu z MOIM ciastem (z MOICH składników, przeze MNIE przygotowanym).

Co za bzdura. Dlaczego? Gdy wszyscy zgromadzeni na sali porodowej (ciocia, babcia, mąż, matka przysposabiająca) płakali ze wzruszenia, bo oto ktoś zrodził komuś innemu potomka, matka biologiczna miała zmieszany wyraz twarzy. Oto przez 9 miesięcy nosiła w sobie życie, które lekarze wyjęli na świat i oddali w czyjeś ręce. Oto przez 9 miesięcy znosiła niewygody stanu błogosławionego (mdłości, zgagi, łupanie w krzyżu, spowolnienie codziennych rytuałów, opuchnięte nogi), które okazały się być bezsensowne w obliczu takiej formy „utraty” dziecka. Po kangurowaniu przez matkę przysposabiającą, matka biologiczna miała okazję potrzymać w rękach cud, który wsłuchiwał się w jej głos przez 9 miesięcy, który wsłuchiwał się w bicie jej serca przez 9 miesięcy, który wsłuchiwał się w otoczenie rodzinne („pozabrzuchowe”) przez 9 miesięcy. Oto to dziecko zostaje wyrwane ze środowiska, które zna (już traumą jest opuszczenie ciepłego, ciemnego łona matki) i włożone w cudze ramiona. Nie doświadczy nigdy ssania mleka z piersi matki, bo jego matka odciąga pokarm, by „nowa” matka mogła go karmić butelką. Od pierwszego dnia życia jest  h o d o w a n e  sztucznie – począwszy od życia prenetalnego, aż po ssanie kawałka silikonu z mlekiem zabranym od matki, która je nosiła pod sercem (!) i której organizm jest przygotowany, by dać maluszkowi wszystko, czego potrzebuje.

I ja nie potępiam oddawania dzieci w ramiona bezdzietnych rodziców. Jeśli matka oddająca swoje potomstwo nie jest w stanie go wychować – jest nieletnia, w domu czeka na nią pijący mąż i ósemka pozostałych dzieci, umiera w połogu itd. Różne są sytuacje. Jednak nie mogę zrozumieć  w y n a j m o w a n i a  kobiecego ciała. Ba! Wynajmowania kobiecego ciała w kraju I świata. Wynajmowania kobiecego ciała niekoniecznie dla zarobku ratującego życie rodziny, ale w oparciu o ideologię „love is love”, „love is equal”. I nie poruszam tu nawet tematu par homoseksualnych stosujących in vitro i surogatki, by zaspokoić swoje „mieć” (nie „być”).

Nie podoba mi się to, co nazywamy „zabawą w Pana Boga”. Byłam świadkiem rozmowy kobiet w poczekalni poradni genetycznej. Jedna przyznała się, że n lat nie mogła zajść w ciążę, więc podjęła się prób z in vitro. Już jest po trzydziestce, więc cieszy się, że w końcu (bodajże za 4tym razem) się udało. Jakby chciała mieć kolejne dzieci, to ma zamrożone zarodki (chyba padła liczba 10). Ale w sumie to, jak z  t y m  było tak trudno i jak już jest w tym wieku to raczej nie podejmie się kolejnych prób. Mój mózg krzyczał: „Kobieto, mówisz o  z a m r o ż o n y c h  braciach i siostrach dziecka, któremu dałaś szansę, które rozwija się pod Twoim sercem!”. Jedna z rozmówczyń zasugerowała, że na takie problemy rozwiązaniem jest jeszcze adopcja, ale szybko zganiła własną myśl słowami: „Ale jak to kiedyś zasugerowałam mężowi, to powiedział, że nie ma mowy”. I znów zapaliła mi się ostrzegawcza lampka w głowie.

Z niemałym zafascynowaniem obserwuję trend wśród chrześcijan (amerykańskich), którzy adoptują dzieci z drugiego końca świata – zbierają pieniądze na wizę i coś a la „wykupne”, lecą na inny kontynent i wracają już jako szczęśliwi rodzice małego Filipińczyka/ Hindusa/ Murzyniątka. W domu czekają na nich pozostałe dzieci: 2 lub 3 biologicznych i kilkoro przysposobionych. Szok! Po co im kolejne dziecko, skoro mają własne, nawet mają adoptowane (przypominam – wbrew przypuszczeniom, w Ameryce z adopcją zagraniczną jest więcej zachodu, niż u nas z krajową w Ośrodku Adopcyjnym)?! Ano dzieje się tak, Drogi Czytelniku, bo chrześcijanie (amerykańscy) zaczytują się w Piśmie Świętym i lubują się w dosłownym przełożeniu Słowa na swoje życie. I oto podpierają się takimi cytatami jak:

  • „I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje.” (Mt 18, 5)
  • „Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec:
    zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi:
    i rzeczywiście nimi jesteśmy.
    Świat zaś dlatego nas nie zna,
    że nie poznał Jego.” (1 J 3,5) 
  • „którzy ani z krwi,
    ani z żądzy ciała,
    ani z woli męża,
    ale z Boga się narodzili” (J 1, 13)
  • „A gdy go wyrzucono, zabrała go córka faraona i przybrała go sobie za syna.” (Dz 7, 21)
  • „Religijność czysta i bez skazy wobec Boga i Ojca wyraża się w opiece nad sierotami i wdowami w ich utrapieniach i w zachowaniu siebie samego nieskalanym od wpływów świata” (Jk 1, 27)
  • „I znowu:
    Ufność w Nim pokładać będę.
    I znowu:
    Oto Ja i dzieci moje, które Mi dał Bóg” (Hbr 2, 13)

Zaciekawionych cytatami i chętnych do interpretacji w tym temacie zapraszam na stronę w języku angielskim (niestety).

Jednak wers, dzięki któremu zrozumiałam ten „adoption call” (wołanie/ powołanie do adopcji) znajduje się w wersji amerykańskiej tu: klik, a najważniejszy jego fragment umieściłam w języku polskim na grafice powyżej. Myślę, że użyte słowa mają ogromne znaczenie! „He predistined us for ADOPTION to Sonship…” a „…przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów” lub „przeznaczył nas dla siebie do synostwa” lub „który nas przeznaczył ku przysposobieniu za synów” (Ef 1, 5).

Jak wielka jest powaga słów! Jak bardzo zmieniają one postrzeganie przez nas rzeczywistości!

Może gdyby w języku polskim wybrzmiało słowo „adopcja” to nagle obudziłyby się szare komórki żarliwych katolików? „Przysposobienie” brzmi staroświecko, a zarazem jest terminem fachowym z Kodeksu Prawa Rodzinnego. „Adopcja” przywodzi na myśl jednoznaczne skojarzenia, chociaż…

Szukając grafiki, cytatów i aforyzmów trafiłam na potok słodkich szczeniaczków, kotków lub dogorywających koni. Dzieci? Skłamałabym, że nie przewinęły się w ogóle. Być może użyłam złych słów kluczowych. Nie skłamię jednak, jeśli dodam, że tematy adopcyjne (istot ludzkich) przewinęły się w kontekście par bezdzietnych/ „cierpiących na bezdzietność”. Linków do gównoburz o adopcję przez środowiska LGBT nie zliczę.

Nie spotkałam się za to ani ze świadectwami, ani z propozycjami, ani zachętą dla par, które dzieci już mają lub mogą posiadać (vide: ja z Małżonkiem). Ba! Pojawiła się propozycja modlitwy za sieroty w ramach „uczynków chrześcijańskich”. Bardzo przepraszam moją Mater Ecclesiae, ale ja uważam, że „u-czynek” mógłby być trochę bardziej  c z y n n y. I jeśli już trudno komuś wyobrazić sobie wziąć pod swój dach „obce” dziecko, z „niewiadomojakim” obciążeniem genetycznym, charakterologicznym lub traumą, to niechże chociaż grosza na sierociniec sypnie, zafunduje kino lub renowację placu zabaw, zaangażuje się w życie tych dzieci tak jak robią to kibice Legii Warszawa.

Drogi Czytelniku, jeśli dobrnąłeś aż do tego miejsca moich dywagacji – bardzo Ci dziękuję za czas i cierpliwość. Chciałabym opowiedzieć Tobie, czym jest adopcja w moich oczach, ale żeby nie przedłużać – powstanie kolejny tekst , na który już dziś Cię zapraszam.

*

Proszę,

jeśli znasz przykłady rodzin przysposabiających dzieci, a posiadających już (lub później) własne – koniecznie daj znać. Niech i takie świadectwo, taka rzeczywistość szerzy się w Internecie!

Advertisements

11 thoughts on “Powaga słów

  1. Nie wyobrażam sobie, żeby przez 9 miesięcy nosić pod sercem małego człowieka, a potem tak po prostu oddać go, że niby kto inny jest jego matką a nie ją, bo ciąża to jednak nie pieczenie placka… a adopcja to piękna opcja na stworzenie rodziny, tylko sama chyba nie byłabym gotowa stanąć na wysokości takiego zadania.

    Lubię to

    1. Ano właśnie, czytałam komentarze, że ludzie płakali jak widzieli moment kangurowania… Ja też płakałam, bo było mi tak cholernie żal tej matki biologicznej… I ja sobie nie wyobrażam takiej sytuacji. Później oglądałam dokumenty o niepełnoletnich w ciąży i te „głupiutkie” czternastki również nie wyobrażały sobie ani aborcji, ani adopcji – skoro pod ich sercem rośnie życie, to (kulawo, bo kulawo, ale) chcą się tym dzieckiem zająć jak najlepiej potrafią…

      Adopcja trudny temat. Wrócę do niego. Leży mi na sercu. Miał być dziś, ale ten dokument potoczył tekst innymi torami 😉

      Lubię to

  2. Jest taka kasiazka Jez. Tam Autorka jest matka ktora adoptowala. Polecam. Jest tez adopcja na odleglosc:) sama niedawno dowiedzialam sie, ze mam taka ‚siostrzyczke’ na Filipinach. To tez jakas alternatywa…malenka ale jednak …kropla w morzu potrzeb ale gdyby kropla powiedziala: nie jestem potrzebna, nie bylo by oceanu. Twoje wpisy ostatnio bardzo mi sie podobaja sa jakby dojrzalsze i takie… Skonkretyzowane:)
    Buzki dla Ciebie Meza i Malucha 🙂

    Lubię to

    1. Oj, muszę nadrobić w takim razie tę lekturę! 🙂
      Rzeczywiście, gdyby (nie wszyscy, ale jednak część ludzi) się odważyła,to ocean zostałby kałużą.
      Wpisy skonkretyzowane czy monotematyczne? 😛 Dzięki :*
      Odzdrawiamy!

      Lubię to

  3. Bardzo podobają mi się twoje wpisy. Osobiście zachęcam wszystkich a w szczególności osoby które dzieci z tych lub innych powodów mieć nie mogą właśnie do adopcji. Jestem szczęśliwa mamą adoptowanej córeczki, która obecnie ma 8 miesięcy. W kwietniu tego roku poznaliśmy się i od tego momentu dzieli nas wielka miłość 🙂 Obcy ludzie mówią, że jest podobna do męża; ) mieliśmy to szczęście, że Córeczka jest całkiem zdrowa.

    Lubię to

  4. Hej, przyznam ze temat adopcji tez porusza moje serce. Nawet mialam myśl, ze skoro okresem w macierzynstwie, ktory jest dla mnie najtrudniejszy emocjonalnie jest ciaza, strach przed utratą, potem przed porodem i te najgorsze 1.5roku kp, nieprzespanych nocy, noszenia to moze otworzyc sie na juz donoszone i odkarmione, a pozbawione domu;) Tylko jednak to wymaga po pierwsze ogromnej otwartosci w sercu i niewzruszonej decyzji obojga, potem zasobnosci portfela, odpowiedniego metrazu, sporej determinacji, odpornosci na urzedowe procedury, wywiady, kontrole, przeswietlanie kazdego aspektu zycia, dojazdy na szkolenia, cwiczenia, uzewnetrznianie sie na forum grupy potencjalnych kandydatow. Ja zle to znosze. I nie przeskocze swojej introwersji, niepewnosci, także swoich wspomnien z krotkiego okresu pracy w osrodku adopcyjnym i swiadomosci z czym trzeba sie zderzyc. Pelna biurokratyzacja… Moze nie wszedzie. Zawsze dla dobra dziecka, wiem. Ale jednak bezdzietne malzenstwa sa bardziej zmotywowane, dysponuja czasem, dochod i metraz na glowe tez wypada korzystniej…I tu tkwi paradoks: urodzenie trzeciego nikogo by nie obeszlo, czy nas stac, czy bedzie mial swoj pokoj, po co w ogole. Ale adoptowac… szok dla swiata:)

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s