Nie ma róży bez kolców

A photo by Volkan Olmez. unsplash.com/photos/wESKMSgZJDo

Przenosząc (jeszcze) graty z domu rodzinnego natrafiłam na resztkę perfum. Spryskałam się nimi w niedzielę tuż przed wyjściem do kościoła. Kiedy tylko w dusznym powietrzu uniósł się ich zapach, zniknął chodnik, handlarze giełdowi i ptaki ćwierkające na drzewach. Wyraźnie widziałam (czułam?) szarość ostrego dywanu, pomarańczowy fotel obrotowy, jasną okleinę biurka w „akwarium” i stres, że zaraz zadzwoni kolejny telefon. Ocknęłam się, kiedy moja świadomość zrozumiała: zmysł węchu oddziałał na pamięć wraz z przechowywanymi w niej zarejestrowanymi skrawkami i z innych zmysłów. Tak – używałam tych perfum, gdy rozpoczynałam pracę w korpo.

Ostatnio nie w głowie mi blogowanie. Niby mam włączony Internet w telefonie i wiem, co się „w świecie” dzieje, a jednak swoje zmysły wyostrzyłam nie na komentarze, lajki lub nawet kontakt hiperpersonalny (bo przecież nie „interpersonalny”), ale na śledzenie małego człowieka pod moim sercem. Wiem, że zaraz skończy się ten czas, którym dopiero zaczynam się świadomie cieszyć. Chcę jak najbardziej chłonąć to doświadczenie, te nasze interakcje i poznawanie się w tak niesamowity sposób. Chcę, żeby te obrazki i odczucia wracały do mnie wraz z zapachem balsamu na rozstępy, pieczeniem zgagi, czy widokiem różowych tabletek z kwasem foliowym. Na prawdę cieszy mnie ten czas wyciszenia. Kurz gromadzi się na parapecie, kolejne balkonowe poziomki czekają na zerwanie, a brudne naczynia na schowanie do zmywarki. Ja mam swój specyficzny czas i jest to czas, kiedy priorytetem jest dla mnie wsłuchiwanie się w tę małą istotę. Oczekuję.

Oczekiwanie zawsze kojarzyło mi się z pewną biernością. Niby w trakcie oczekiwania na pójście do wymarzonego gimnazjum musiałam walczyć o oceny, zdać test, ale tak czy siak leżało to w zakresie moich szkolnych obowiązków. Niby w trakcie oczekiwania na Boże Narodzenie chodzi się na roraty, sprząta, kupuje prezenty, ale tak czy siak Pan Jezus się narodzi, czy dywan zostanie odkurzony, a karp wypatroszony czy nie. To oczekiwanie na cud narodzin jest tak różne od tych oczekiwań oczywistych, samoistnych. Niby i tu samoistnie Natura wypchnie maleństwo w wielki świat, ale… To dotyczy mnie bardziej niż cokolwiek innego na tym świecie! Odczuwam to w każdym spuchniętym palcu, w każdym zapytaniu przyjaciół o moje samopoczucie, w każdym kopniaku krzyczącym „To prawda! Ja tu jestem!”.

Zalewa mnie spokój. Patrzę w lustro i widzę bliźniacze rozstępy – jedna grupka czerwonych kresek na lewym udzie, druga na prawym. Powinnam się wściec. Nigdy nie potrafiłam w pełni zaakceptować swojego ciała, a tu jeszcze to… Jednak nie! Zalewa mnie spokój. To moje pamiątki z pola bitwy o życie i rozwój tego maluszka. A ta czerwona szrama poniżej pępka? Może kiedyś zblednie? Może nie? Może po prostu będzie znakiem dla dziecka – tu Cię nosiłam – ja Twoja mama – tu Cię Pan Bóg zmieścił – jesteś kością z moich kości!

Błogosławiony to czas. Chciałoby się krzyknąć: „Chwilo trwaj!”. Ale zaraz przyjdzie kolejna piękna chwila – chwila spotkania. I nie ważcie mi nawet mruknąć coś o nieprzespanych nocach, obślinionych koszulkach i tonach zużywanych pieluch. Nie ma róży bez kolców, a przecież tak cieszy oczy!

Advertisements

14 thoughts on “Nie ma róży bez kolców

  1. Pięknie to ujęłaś. Mam nieco inne przemyślenia, ale to dlatego że nieco inaczej przebiegają u nas przygotowania. W tej kwestii chyba bardzo przypominamy moich rodziców 😉

    Lubię to

  2. Chwile, kiedy pierwszy raz zobaczyłem mojego synka nie zapomne do końca życia. W te kilka sekund całe moje życie się zmieniło. W te kilka sekund wszystkie moje marzenia o byciu muzykiem, o podróżowaniu po świecie, o życiu lekkoducha poszły się… zniknęły… i co najlepsze – to nie miało żadnego znaczenia. Minęły prawie 3 lata, a ja ani razu nie zapłakałem za tamtym życiem… Tamto życie było szare. Nie miało sensu. Teraz mam mały – wielki sens, który melduje mi, że zrobił kupę w majty bo zapomniał zawołać na nocnik 😉 A ja z uśmiechem na gębie wycieram te kupy i myślę sobie w tych chwilach jakie życie jest piękne!! 😉

    Lubię to

  3. Cudownie jest patrzeć na Malucha pomiędzy obślinionymi bluzkami i zakupczonymi pampersami i… odczuwać nieskończone szczęście. Albo wstawać nad ranem z zapuchniętymi oczami – podchodzisz do łóżeczka, a tam widzisz najpiękniejszy bezzębny uśmiech i zapominasz o własnym ciepłym łóżku. Ja od dwóch miesięcy, dzień w dzień, nie mogę się nadziwić, że taka mała istotka wnosi tyle szczęścia do naszego domu. Prawdziwy Boży Cud :))
    Oczekuj radośnie!

    Lubię to

  4. Zapachy i wspomnienia rzeczywiście idą ze sobą w parze! Mój Tadeusz urodził się dwa lata temu, a mi do dziś zapach żelu pod prysznic przywołuje wspomnienia z porodówki, pierwszych chwil z synem, prysznica po cesarskim cięciu… cały czas kupuję go z sentymentem i uwielbiam!

    Oczekuj spokojnie i radośnie!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s