„Uziemiony” Włóczykij

włóczykijPopełniłam kiedyś tekst, że włóczykijstwo uzależnia i jest sposobem na życie. Innym razem opisałam swoje licealne i studenckie czasy, w których niemal co weekend nie było mnie w domu i jeździłam po Polsce (a nawet Europie), poznawałam kolejnych ludzi i żyłam od wyjazdu do wyjazdu. Ale przyszedł ten dzień, kiedy jestem „uziemiona” i o tym „uziemieniu” chcę Wam opowiedzieć. W dniu wczorajszym miały miejsce dwa wydarzenia, dzięki którym siedzę i piszę dla Was ten tekst.

Wydarzenie pierwsze. Ze łzami w oczach pobiegłam do pokoju biurowego Męża: „Muszę Ci coś pokazać!”. Odpaliłam filmik zamieszczony na FB przez rumską parafię Wspomożycielki. A tam… roztańczeni i rozśpiewani młodzi z Kenii i Tanzanii! Co więcej… kolejny wpis zawierał zaproszenie tamtejszego biskupa na sobotni Festiwal Młodych. Zaczęłam mruczeć, że chciałabym tam pojechać. Mąż sprowadził mnie na ziemię: „Przykro mi, już nie jesteś dzieckiem, nie możesz jeździć dokąd chcesz i to na ostatnią chwilę”.  Miał rację? W obecnym stanie trochę tchórzę w temacie dalszych, samodzielnych podróży. Gdybym chciała mieć jego towarzystwo i co najważniejsze transport – musiałabym wpisać to w grafik jego pracy na miesiąc wcześniej. Miał rację.

Wydarzenie drugie. Nocną porą dowiedziałam się, że wylosowałam kubek z Włóczykijem w konkursie firmy Stół z Powyłamywanymi Nogami. Ucieszyłam się bardzo, bo jak we wstępie opisałam – utożsamiałam się poniekąd z tą postacią. Kiedyś jeździłam dokąd chciałam, podejmowałam decyzje w ostatniej chwili i nic nie było mi straszne – samotne nocowanie na lotnisku w Paryżu, miliony przesiadek by dotrzeć do celu byle taniej, wolontariat zagraniczny… Dziś moja perspektywa jest trochę inna. W porównaniu do tamtego okresu – jestem „uziemiona”.  Wzdycham i tęsknię za kolejnym międzynarodowym szkoleniem, za weekendową akcją młodzieżową ze spaniem na karimatach czy spontaniczną wycieczką na drugi koniec Polski.

Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że te tęsknoty mnie nie unieszczęśliwiają. Odnajduję się w tym kolejnym etapie życia. Dzwoni Mąż, informując, że wróci za pół godziny. Ochoczo odrywam się od komputera i pędzę do kuchni, bo wymyśliłam obiad, którego nigdy mu nie przyrządzałam. Wylęguję się z bólem kręgosłupa, oglądając vloga pary podróżników, a tu nagle Podróżnik-Na-Ten-Świat daje znać, że się wyspał i chce interakcji… Zaczynam mu więc śpiewać: „Włóczykije, włóczykije, jak się Wam na świecie żyje…”. Piszę wpis na bloga, kiedy Mąż wparowuje do sypialni z tekstem: „Ogarnij się, zabieram Cię na randkę! Gdzie jeszcze nie byliśmy?”. To jest moja nowa perspektywa. Dopiero co poznawana, dopiero co przyswajana, po prostu nowa. I jest dalej w moim życiu i spontan, i wycieczki, i praca pedagogiczna (to akurat za chwilę). Nic się nie skończyło. Wszystko płynie dalej. Phanta rei! Tęsknoty za tym, co było? To chwilowa faza, która przyszła wraz z hiper aktywnością młodych w związku ze Światowymi Dniami Młodzieży. Tak, jak ja byłam niegdyś aktywna w ten konkretny sposób.

Gdy byłam młodsza, chodziłam dokąd chciałam. Sporo doświadczyłam. Sporo zobaczyłam. Mam piękne wspomnienia. Mam głód poznawania świata i ludzi. Jestem starsza i mam plany na kolejne przygody. Choć już nie sama, choć na takie wymagające kompromisu, ustalania i wpisywania w harmonogram. Bo jestem uziemionym Włóczykijem. Oznacza to, że mam dokąd i do kogo wracać. Lub też – mam z kim i dokąd wracać.

A jak Wy podchodzicie do tematu Włóczykijstwa? Zrezygnowaliście z niego wraz z nastaniem „dorosłych” obowiązków? Dzięki niemu wyrywacie się z szarej codzienności? A może jest to Wasz sposób na życie? Dajcie koniecznie znać!

***

P.S. Już (wspólnie z Mężem) planujemy przyszłoroczny urlop wiosenny. Może povlogujemy, żeby podzielić się tym, jak odkrywamy na nowo swoje Włóczykijstwo? Ale to za rok… Zostańcie ze mną!

Reklamy

11 uwag do wpisu “„Uziemiony” Włóczykij

  1. „Praca zawodowa” niszczy wszystko co piękne w wolności… Sam się z tym niemiłosiernie biję… Kiedyś dużo podróżowałem, robiłem to co kochałem (muzyka), a dzięki temu podróżowałem jeszcze więcej… Praca była przyjemnością.
    Teraz – szef uważa Cię za swoją własność, która powinna się cieszyć, że może pracować u gbura za najniższą krajową.
    Moje niespokojne serce nie potrafi tak żyć… buntuje się… nie potrafię pogodzić się z tym, że muszę osiąść…
    Dlatego chyba warto gonić wolność… jest ochota na podróż… zabierz męża, dziecko… jedźcie razem! Ale jedźcie. Bo za kolejne 20 lat będziesz płakać, że nie jechałaś.

    Polubienie

    1. Dzięki za tę refleksję! Miałam okazję krótko popracować na etacie (w sumie to posmakowałam dwóch różnych) i powiem Ci, że nie znajdowałam czasu nie tylko na podróże, ale i głupie wstawienie prania czy załatwienie czegoś w urzędzie :O Masakra! Póki co oczekujemy na naszego Włóczykija, wyrywamy się na miasto, kiedy się da, a jak już Włóczykija wsadzi się w wózek/chustę, to… sky is the limit!

      P.S. Jestem w środowisku, w którym mówi się, że jeżeli Twoja praca jest Ci w życiu przeszkodą, to się pomódl o nową pracę 😉

      Polubienie

  2. Do „włóczykijstwa” mi daleko, ale domyślam się, że kiedy kocha się taki styl życia, zderzenie z codziennością w jednym miejscu nie jest łatwa. Cieszę się, że się w tym odnajdujesz, jako nowym etapie życia. Jestem pewna, że jeszcze się powłóczycie w trojkę i tego Wam życzę :*

    Polubienie

    1. Dzięki, Ewo! Ja myślałam, że weszłam w fazę domatorstwa, ale pomyliłam to z radością z posiadania gniazda. Na pewno w przyszłym roku czeka nas nie jedna podróż! Póki co, wizyta w rodzinnym domu Męża, to też nie lada wycieczka – 400 km w końcu 🙂

      Polubienie

  3. A ja byłam Włóczykijem przez jakiś czas niespełnionym, bo co prawda wyjeżdżałam to na zjazdy, to do przyjaciół, to gdzieś tam, to jakaś praca, to jakiś plener, jakiś wypad… ale marzyło mi się zawsze wyrwanie i totalne czasowe, tak na rok, dwa, trzy … w inne, obce miejsce, którego nie znam, gdzie mogę się sprawdzić i samodzielnie poodkrywać. Lubię takie podróżowanie, włóczenie się z aparatem i strzelanie w różne strony. Bez pędzenia.. w tempie w jakim chcę, a nie w tym narzuconym. Mój Ukochany na szczęście wpasowuje się w to moje tempo i co chwilowe przystawanie by uchwycić jakiś moment… 🙂 Ostatnio nawet sam wyrywa mi aparat, żeby i mnie tam gdzieś uchwycić.. 😉 Co jest też piękne w jakimś sensie, mimo że z trudem patrzę na takie zdjęcia ze mną po drugiej stronie ostatnio… 😛 No ale to już inny temat. Generalnie cieszę się, że będę miała okazję wreszcie powłóczykijować totalnie :)) i trochę zatęsknić za tym „uziemieniem”.
    I nie martw się, jak Maluszek z brzuszka wyjdzie to będziecie mieć wspólne włóczykijstwo 😀 Ono to Ci dopiero drogi pokaże! 😀
    A tymczasem trzymaj się mocno, taki wypoczynek TEŻ MA SWOJE PLUSY! Niebawem zaczniesz doceniać… 😀 :* buziak!

    Polubienie

    1. Oj, masz rację – warto docenić to „nicnieróbstwo” obecne 🙂 Taki rok, dwa… Posmakowałam pół roku na Bawarii – miał być rok, a uciekłam prędzej. Potem byłam już strasznie zmęczona podróżami i pragnęłam gniazda. Wszystko trzeba dobrze wyważyć. No, i wszystko w życiu ma swój czas, jak sama zauważyłaś!

      Polubienie

  4. Brzmi, jakbyś kiedyś „chodziła dokąd chciałaś”, a teraz po prostu wszystko wymaga zgody Twojego męża. On Ci tłumaczy, że „już nie jesteś dzieckiem”, jak dzwoni, że będzie za pół godziny, to Ty lecisz do kuchni. Bo on ma pracę, on ma kalendarz, do którego Ty musisz się wpisywać. To nie tak, że pracując zawodowo i będąc „ustatkowanym” nie da się nie wyjeżdżać „na spontanie”. Po prostu Twój mąż tego nie lubi, a Ty robisz to, czego on od Ciebie oczekuje. Proste 😉

    Polubienie

    1. Ojej, skąd wysnułaś takie wnioski? Moim zdaniem posunęłaś się o krok za daleko, kreując taką interpretację.

      Pisząc ten tekst byłam u progu trzeciego trymestru ciąży i bardzo nie lubiłam gdziekolwiek wybierać się sama, bo źle się czułam – stąd potrzeba mi było towarzystwa męża. Co więcej, praca mojego męża ma grafik ustalany na miesiąc wcześniej nie z racji jego widzimisię, ale z racji reguł jakie panują w firmie, dla której pracuje i zmiany na dzień przed nie wchodzą w grę, bo musiałby się z kimś zamienić na dyżury, a jak wiadomo – nikt nie lubi jak z dnia na dzień się dzwoni i mówi „halooo przyjdziesz za mnie?”.

      Bardziej chodziło mi w tym tekście, że sytuacja, w której się znalazłam, każe mi zwracać uwagę nie tylko na moje potrzeby i egoistyczne pobudki „bo ja chcę już i zaraz”, ale baczyć także na potrzeby i możliwości męża, a teraz jeszcze dziecka.

      Oglądam vlogi podróżników Mimi i Alexa Ikonn – oni mają córeczkę dokładnie w wieku mojej i sami stwierdzili, że nie przestają podróżować, ale teraz muszą to bardziej przemyśleć i zostawać w miejscach docelowych dłużej, żeby małej nie narażać na tyle nagłych zmian aka. spontan nie jest już im pisany.

      Choć np. obecnie siedzę w Małopolsce, którą dzieli od naszego miejsca zamieszkania ok 400 km. Zdecydowałam się na podróż tego samego dnia, którego wyjechaliśmy. Szkoda tylko, że Zochna wyczuła nerwową atmosferę i pakowanie, bo nie mogła usnąć i była niespokojna. Po co mam jej fundować takie bodźce?

      P.S. A co do gotowania to on pierwszy wstaje, żeby zrobić nam śniadanie i to on dzwoni z pytaniem, co chcę zjeść na kolację, którą przyrządza. Widać, że nie tylko ja przy nim „latam na zawołanie” 😛

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s