Plany, cele, marzenia

zapałkiJeśli śledzisz mojego facebooka, Drogi Czytelniku, to w ostatnim czasie zostałeś zbombardowany grafikami o celach i pracy. Miało to swój głęboki sens. Chciałabym Ci przybliżyć coś, z czym się borykam od kilku lat (a może i dłużej) oraz domowe sposoby radzenia sobie ze samym sobą (bez coacha, psychologa, czy tuzina internetowych ekspertów).

Byłam nastolatką o wielu pasjach – rysunek, architektura, grafika komputerowa, taniec, gra na gitarze, pisarstwo, fotografia, animacja czasu wolnego… Długo by wymieniać. Nic dziwnego, że wielką trudność sprawił mi wybór studiów. Nic dziwnego, że wielką trudność sprawiło mi wytrwanie na studiach (nie pod kątem ocen i zaliczeń, ale utrzymania swojego zainteresowania jedną ścieżką). Nic dziwnego, że do dziś nie obroniłam magisterki (są przesłanki, że ma to nastąpić w tym roku, ale ja nie wiem, kto te plotki rozsiewa).

W pewnym momencie, u progu dorosłego życia, przytłoczona wyjściem poza schemat przeciętności (konkretne studia, konkretne zainteresowania, konkretne miejsce do życia itd.) wpadłam w poczucie bycia osobą bezwartościową. Nie umiałam wpasować obrazu siebie w obraz tak uporządkowanego i ustrukturyzowanego społeczeństwa. Zaczęłam siebie pytać „kim jestem” i „dokąd zmierzam”. Bardzo chciałam wyrosnąć także z przyciasnej kamizelki wolontariusza/animatora, który jeździ tam, gdzie jest potrzebny, nie zarabia na siebie, wciąż dynamicznie rozwija się w różne strony. Nie uważałam, że ta postawa jest zła. Uważałam, że czas zacząć żyć życiem dorosłego – porządnie zarabiać na własne utrzymanie, nie wychylać się z szeregu i robić coś, co jest uznawane przez społeczeństwo za wartościowe – dyplom, praca, rodzina i praca itd. Czas na hobby miał być po godzinach pracy. Do dziś trudno mi wejść w ten schemat.

Żeby przełamać poczucie bezsensu i bezwartościowości, stworzyłam pomocny mi projekt, nad którym kontynuuję pracę aż do teraz. Miał on mi pomóc otworzyć oczy na samą siebie, na prawdę o sobie i nie pozwolić zgubić własnej tożsamości – tego, co daje mi korzenie na to dorosłe życie – historii z byciem „wolontariuszem/animatorem, który jeździ tam, gdzie jest potrzebny, nie zarabia na siebie, wciąż dynamicznie rozwija się w różne strony”. To taki blok startowy. I choć zaczęłam już samodzielne życie, imałam się różnych prac, weszłam w małżeństwo, to wciąż szukam tego jednego jedynego celu, do którego podejdę z pasją, zaangażowaniem i który jednocześnie pozwoli mi wyżywić rodzinę.

Liczę, że dzięki aktualizacji projektu do momentu dnia dzisiejszego (jeszcze kilka stron ku temu), zyskam perspektywę na przyszłość i nigdy nie dam sobie wmówić, że jestem nikim, że to, co robię nie ma sensu lub wartości. Z resztą, sam proces twórczy jest ogromną autoterapią, rozgrzebywaniem wspomnień, ale i pozwalaniem im zejść w głębsze odmęty pamięci (bo przecież w każdej chwili, dzięki projektowi, mogę do nich zajrzeć), a tym samym robieniem miejsca na świadome przeżywanie „tu i teraz”.

Już niedługo zamieszczę film dot. tej metody/ tego projektu/ mojej autorskiej autoterapii. Jak to mawiają za wielką wodą „stay tuned!„. A jeśli macie ochotę, możecie podzielić się ze mną Waszymi celami! Być może ktoś z Was mnie zainspiruje do wytyczenia tego własnego.

Advertisements

11 thoughts on “Plany, cele, marzenia

  1. Czuję się jakbyś (pośrednio) pisała o mnie.. Mi też zawsze ciężko było (i dalej jest) zdecydować się na jedno. Najchętniej umiałabym wszystko i we wszystkim była dodatkowo perfekcyjna. Ale chyba tak jak piszesz trzeba się ogarnąć i wybrać sobie ten najbardziej upragniony cel 🙂

    Lubię to

    1. Dobrą kwestię poruszyłaś – często łapiemy się wszystkiego, bo w niczym nie czujemy się doskonali… A można by się przyłożyć i wyćwiczyć jedną rzecz.

      Właśnie ruszyło wyzwanie na Instagramie, w którym biorę udział #daybydaylettering i okazało się, że wcale nie jestem najlepsza w te klocki – pierwsza myśl „Spadam stąd”. Ale autorka wyzwania (www.zenja.pl) jest dla mnie przykładem, że kto chce, ten może – już od dawna uczy się sztuki pisania liter i ćwiczy każdego dnia przy porannej kawie.

      Lubię to

  2. Jakbym czytała o sobie 🙂 Ten problem zauważyłam u siebie dopiero niedawno. U mnie to walka moich oczekiwań i kreowania życia z pomysłami innych osób na mnie. Nie mogę się doczekać filmu. Widziałam już wcześniej zajawkę w social mediach.

    Lubię to

    1. Z tym filmowaniem, to potrzeba jeszcze chwili cierpliwości, bo dopiero z Małżonkiem się docieramy pod kątem idei itd., więc jak będzie kompromis to i publikacja filmu 🙂
      A co do pomysłów… Oj, rzeczywiście ciężko, gdy oglądamy się na innych. Ostatnio miałam taką sytuację w prywatnym życiu, ale może o tym kiedy indziej.

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s