Zwierzenia bardzo intymne

spokójCzasem gryzę się z myślami, czy coś publikować, czy nie… W końcu może przeczytać ktoś z rodziny i mnie wyśmiać, a ktoś obcy może zrozumieć, że tym tekstem obnażam swoją duszę. Dzisiejszy tekst traktuję jako formę świadectwa. I jestem o to spokojna.

Towarzyszy mi dziś ogromny spokój. Mąż (jak to się często zdarza) pracuje w niedzielę. Nie ma go ze mną praktycznie cały dzień. Burzyłam się nie raz, że nie tak powinna wyglądać niedziela w katolickim domu. A jednak dziś towarzyszy mi spokój, bo… rano zjedliśmy wspólne śniadanie. Bo obudziła mnie jego krzątanina, gdy sam sobie dzielnie prasował niedzielne ubranie. Bo miałam możliwość z nim porozmawiać o czymś ważnym, a nie tylko pleplać przy posiłku. Bo zdążyliśmy potańczyć przy akordach płynących z radiowej Dwójki. Bo pożegnał mnie jego uśmiech.

Moja ambicja: „śniadanie, kościółek, obiadek, spacer, kolacja” ustąpiła. Poddałam się temu, co w dniu dzisiejszym otrzymałam, otrzymuję i mam otrzymać. Może skończy pracę ciut wcześniej? Może wcale nie skreślę ze swojej ambicjonalnej listy punktu „spacer” i „kolacja”? A jeśli nawet nie, to ten poranek był wystarczająco słoneczny za oknem i w naszym domu, w moim sercu, bym odczuwała radość, spokój.

Ten spokój nie ma źródła w dobrze przespanej nocy, porannej kawie (której akurat ja nie piję) czy motywującej lekturze o relacjach w związku. Nie ćwiczyłam także tłamszenia ambicji na rzecz „tu i teraz”. Wręcz nigdy, nawet, gdy bardzo się starałam, mi to nie wychodziło.

Pokładam tę siłę, ten stan w Mocy Nadprzyrodzonej. Nie interesuje mnie, jaki jest układ gwiazd i promieniowanie kosmiczne. Wiem jednak, że spokój ten nie wypływa ze mnie. Ma swoje źródło w wydarzeniu, które zaistniało dzisiejszej nocy, kiedy to mój mąż, wstawszy do łazienki o godzinie trzeciej, po drodze zahaczył o kuchnię i lodówkę, podkradając kawałek ciasta (nie muszę dopowiadać, że był to  m ó j  kawałek odłożony na niedzielę właśnie?). Nic mnie tak nie złości jak podżeranie przed snem, podżeranie tuż przed jedzeniem, a o tym nocnym nie wspomnę. Wygłosiłam kazanie, po którym złość wcale nie ustąpiła, a sen nie nadszedł. Zainspirowana homilią usłyszaną podczas wieczornej Eucharystii – a propos dzisiejszego wspomnienia Świętej Trójcy – i prośbą prezbitera o zwracanie się do poszczególnych Osób Boskich o konkretne dary,  p o m o d l i ł a m  s i ę  do Boga Ojca o spokój, do Jezusa Chrystusa o cierpliwość i do Ducha Świętego o dar mądrości, by umieć argumentować to, o co mi chodzi (konkretnie: z tym podjadaniem). Zasnęłam spokojnie.

Może nie ma w tym nic dziwnego dla osoby wierzącej, praktykującej, czynnie zaangażowanej w życie Kościoła. I ja siebie samą do takich zaliczam, ale wiadomo – brakuje mi do ideału  s p o r o. Mam problem z modlitwą. Jestem święcie przekonana o Bożym działaniu w moim życiu, dostrzegam je, a jednak… Nie potrafię prosić, dziękować, przepraszać.

Dzisiejszej nocy (trochę po ludzku, bo roszczeniowo, by móc spokojnie zasnąć) mi się udało. Owoce? Zostały opisane już w pierwszym akapicie.

Zachęcam Cię, Czytelniku, który wierzysz w Absolut lub Los, by zwrócić się do Niego po Imieniu. Po każdym z Jego Imion: Boże Ojcze, Synu Boży – Jezusie Chrystusie i Duchu Święty… Zapraszam Cię, byś zwrócił się do Niego z czymkolwiek, co leży Ci na sercu (nawet jeśli chodzi o głupi kawałek ciasta) i czekał na owoce Jego działania. W jakiej przyjdą formie? Nie wiem. Wiem, że przyjdą.

P.S. W trakcie pisania tego tekstu, dzień ten przyniósł uspakajającą i radującą informację: już za półtorej godzinki w moim mieście zaśpiewa mój ulubiony „Chusti”! Lecę pośpiewać i ja. A może nawet pogibam się pod sceną?

Reklamy

7 uwag do wpisu “Zwierzenia bardzo intymne

  1. Piszesz, Anno, o sprawie na pozór prostej i banalnej. Sytuacji, kiedy pojawiają się emocje i trzeba je okiełznać, zanim zapanują nad nami. Najczęściej próbujemy na własną rękę, w rezultacie szamoczemy się bezsensownie i sfrustrowani poddajemy się im. A rozwiązanie takie proste i takie bliskie. Dobrze, że o nim przypomniałaś.
    PS Solidaryzuję się z Twoim mężem. Jeśli chodzi o podkradanie ciasta bądź zawsze wyrozumiała. To silniejsze od nas.

    Polubione przez 1 osoba

  2. mój mąż też czasem pracuje w niedzielę-jak mu tak zmiana wypadnie. Takie czasy 😦 a pokój możemy otrzymać tylko od Jezusa ❤

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s