Echo

echo
Chodziliście po lesie nie raz. Nie raz zdarzyło Wam się słyszeć echo powtarzające szczekanie psa lub dźwięk łamania patyków. A może sami wywoływaliście echo, pokrzykując w głąb leśnej otchłani?

Jestem w pewnej katolickiej wspólnocie, która opiera się w dużej mierze na słuchaniu (bo wiara rodzi się ze słuchania – por. Rz 10, 17). Otóż wysilamy się, by usłyszeć nie tylko pradawną historyjkę czy wydumany moralitet, ale prawdę o samym sobie. Nic dziwnego, że taką aktywność nazwano  E c h e m  S ł o w a.

Słowa, które słyszymy przy okazji wyjątkowych sytuacji (urodzinowe życzenia lub policyjne pouczenia), czy które mają dla nas zaprofitować (uważnie przeanalizowane wypociny wykładowcy równa się zdany egzamin na pięć plus), albo też te silnie nacechowanie emocjonalnie (wykrzyczane w kłótni lub wyszeptane w uniesieniu miłosnym) zostawiają w nas głęboki ślad.

Jeśli wyćwiczymy się w słuchaniu (tak jak to praktykuje się w mojej wspólnocie), przełoży się to na każdy aspekt życia. Tak jak semestr logiki nauczył mnie dopytywać się, by zrozumieć rozmówcę i budować wypowiedzi zrozumiale dla odbiorców.  Słucham usilnie – głosów dochodzących z podwórka, rozmów w tramwaju czy uwag mijanych przechodniów. Te słowa także zostawiają ślad. Często są raniące. A nie musiałyby… Jednak (jak wspomniałam) uważne słuchanie wchodzi w krew i aktywizuje się przy każdej możliwej okazji.

Plusów jest jednak więcej – krążące po głowie echo usłyszanych słów pobudza do pogłębionej refleksyjności (nad swoim życiem, nad życiem całego społeczeństwa, nad teraźniejszością, nad mądrym pokierowaniem swoją przyszłością). Uwrażliwia także na potrzeby naszych rozmówców – rodziców, lubych, przyjaciół. Łapiemy wszystko, staramy się spamiętać i wcielać w życie.

Jako przykład podam moją Mamę, która wyłapuje westchnięcia wszelakie i umila mi codzienność – a to oscypkiem, a to ciastem murzynkiem, a to parą wesołych skarpet. Mogłaby puścić mimo uszu mruczenie dorosłej córki. Przykład może i spłycony do zachcianek. Pomyśl sobie, Drogi Czytelniku, o ile ważniejsze kwestie mogą zostać rozwiązane w małżeństwie, gdy obie strony się uważnie słuchają. O ile mniej by było konfliktów, gdyby słowa małżonka odbijały nam się po głowie echem i  o w o c o w a ł y (refleksja i czynem)!

Warto słuchać echa.

Reklamy

8 uwag do wpisu “Echo

  1. Słowa mogą pustoszyć i koić. I jednych, i drugich bywa czasem za dużo. Odzywa się wtedy (a przynajmniej powinna) potrzeba doświadczenia ciszy. Ważna, bo w ciszy, a nie w zgiełku słów, dowiadujemy się o sobie najwięcej. Gorzej, jeśli jej nie odczuwamy. Warto byłoby się wtedy zapytać o powód „zagłuszania” samego siebie.

    Polubienie

  2. Jesteśmy w tej samej wspólnocie:) Miło mi poznać kogoś z tego świata, bo nie ukrywam, że ja w swojej wspólnocie czuję się bardzo samotna. Nie mam tam przyjaciół, bo albo są ludzie w wieku moich rodziców, albo w wieku moich uczniów… Idea cudowna dlatego tam jestem.

    Polubienie

    1. Cieszę się, że mogę Cię chociaż tutaj gościć 🙂 My dotychczas byliśmy jedynym małżeństwem w naszej wspólnocie 😦 W poprzedniej był rozstrzał między małżeństwami po 30-40tce, a gimbazą… Duch wieje tam, gdzie chce i prowadzi zwykle tam, gdzie się trafić nie chce. Ot, taki sprawdzian.

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s