Ja – Polak

bociekNie dość, że emigrant Gombrowicz, to jeszcze taki pospolity bociek. Na tym blogu?! A gdzie cytat za Papieżem Polakiem i dumny orzeł na tle barw narodowych? Nie tym razem. Wypowiadam się jako ja – Anna. Ja- Polak.

Spędzając tzw. długi weekend na małopolskiej wsi, widziałam niejednego bociana. I nie wiem skąd we mnie to głębokie przekonanie, że bocian taki polski. Tak samo nie wiem, skąd zrodziło się we mnie poczucie, że w owy „długi weekend” świętuję swoją polskość  – nie ustanowienie Konstytucji, nie Święto Flagi lub (Broń Boże!) Święto Pracy. Ale dumę z bycia Polakiem właśnie. Nie nucę pieśni patriotycznych i nie biorę aktywnie udziału w imprezach miejskich. O nie! Jednak dni te bez wywieszonych flag, „Boże coś Polskę” odśpiewanego w kościele, czy odświętnych spotkań z rodziną jawią się jak każde inne.

Swego czasu byłam uczestnikiem wielu spotkań międzynarodowych. Uwielbiałam zwłaszcza wieczorki narodowe, kiedy nadarzała się okoliczność promowania Ojczyzny i wymiany doświadczeniami, żartami („Polacy skopiowali flagę od Malty, ale dla oryginalności przewrócili ją na bok”) czy nawet stereotypami („Serio w tak katolickim kraju macie otwarte sklepy w niedzielę?!”). Zwłaszcza pół roku spędzone na Bawarii odegrało ważną rolę w moim postrzeganiu własnej polskości. Stąd Gombrowicz. On też miał problemy z tożsamością. Cytat powyżej jest zaledwie fragmentem dłuższych dywagacji. Mam jednak pewność, że gdziekolwiek nie pojadę, z kimkolwiek się nie spotkam, dopóki będą sobą, będę epatować polską mentalnością, zakorzenionymi głęboko w sercu tradycjami i poczuciem wspólnoty z własnym narodem.

Pół roku posługiwałam się wyłącznie językiem niemieckim(zaledwie raz w tygodniu odbywałam godzinną rozmowę telefoniczną z rodzicami w języku polskim), nie umiałam obszernie wytłumaczyć, dlaczego Święto Narodowe 11 listopada jest dla mnie dniem tak ważnym, żaden chleb z żadnego sklepu nie smakował choć podobnie do tego, do którego przywykłam, a dodawanie suszonej cebuli do pyz ziemniaczanych napawało mnie odrazą. Temat kościoła katolickiego, będącego (jakby nie patrzeć) powszechnym, a tak różnego w obrządku (zliberalizowanie do szpiku rytu!) jest na osobny wpis.

Wróciłam rozczarowana (Kościołem), zdołowana (swoimi brakami z zakresu wiedzy historycznej) i stęskniona (za polską mową).

Od tego czasu zadaję sobie pytanie: „Co czyni ze mnie Polaka?”. I zgodzę się z Gombrowiczem, że to moje  j a  właśnie. To  j a patrzy na Tatry i myśli sobie „Jakie to polskie!”, patrzy na molo w Sopocie i jest pewne „To takie nasze!”, nie je mięsa w Wigilię i wie: „Tak to na Zachodzie nie robią!”, widzi boćka i czuje się swojsko. Ot, po prostu. Bez filozofii. Bez patosu.

Advertisements

One thought on “Ja – Polak

  1. Z tym „ja” rzecz nie taka prosta. Bo nie bierze się znikąd. To efekt, powiedziałbym, własnego dorobku, ale w zdecydowanie większym stopniu historii, tradycji, domu rodzinnego, lektur. Jesteśmy „ulepieni” z tych elementów. W różnej skali, ale to one definiują (również przez zaprzeczenie) naszą wizję Polski i nasz rodzaj patriotyzmu.
    Gombrowicz próbował kosmopolitycznie negować te ścisłe powiązania, ale dobrze wiedział, że stoi na straconej pozycji. Tylko się cieszyć.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s